Koledzy z branży weterynaryjnej nie zapomnieli o Franku
O Franciszku pisałem na tym portalu tutaj.
Ponieważ był gorącym orędownikiem postępu oraz wdrażania nowinek technicznych, a w ostatnich latach swego życia pomagał swojej córce Dominice i jej mężowi Krzysztofowi w organizacji i rozwoju ich gospodarstwa w Lisiankach, specjalizującego się w produkcji mleka, służąc im radą i swym wieloletnim doświadczeniem, stąd postanowiłem na ten temat porozmawiać dziś z Powiatowym Lekarzem Weterynarii w Radziejowie, Kazimierzem Watkowskim – zresztą też moim wieloletnim znajomym.
Fotki tutaj.
KS.
W dniu 23 września 2011 roku spotkaliście się w szerokim gronie, aby zwiedzić spuściznę po Franku tj. w gospodarstwie Dominiki i Krzysztofa Sas Wisłockich w Lisiankach, gmina Piotrków Kujawski oraz zapoznać się z nowatorskim urządzeniem testowanym po raz pierwszy w naszym kraju robotem udojowym firmy LELY a także oddać hołd wybitnym lekarzom weterynarii z Regionu Kujaw: Marianowi i Franciszkowi Wisłockim.
Film video tutaj. Zechciej coś na ten temat powiedzieć.
KW.
Rzeczywiście w dniu 23 września 2011 roku spotkaliśmy się w gospodarstwie rolnym Dominiki i Krzysztofa Sas Wisłockich, aby zwiedzić gospodarstwo jak i zapoznać się z pracą automatu udojowego oraz wymienić między sobą bieżące informacje. Spotkanie to było zorganizowane wspólnie z Prezesem Kujawsko-Pomorskiej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej w Bydgoszczy Konstantym Kluskiem. Po zwiedzeniu gospodarstwa oraz zapoznania się z pracą robota udojowego, po krótkim poczęstunku przemiłych gospodarzy udaliśmy się do kościoła w Połajewie n/Gopłem gdzie uczestniczyliśmy w Mszy św., w intencji lek. wet. Mariana i Franciszka Sas Wisłockich. Po jej zakończeniu złożyliśmy wiązanki kwiatów na grobie Franciszka na pobliskim cmentarzu. Z Połajewa przemieściliśmy się do Pałacu w Kobylnikach k/Kruszwicy na dalszą część programu przewidzianego na ten dzień.
KS.
Znam ten Pałac, pięknie położony o wspaniałej architekturze, ale nie o tym. Zechciej przybliżyć, jaka była tematyka części tego spotkania w Kruszwicy.
KW.
Obrady połączone z uroczystą kolacja trwały od godz.18,oo do prawie 24,oo. Obejmowały następującą tematykę: prelekcja ( prezentacja) związana z tematem automatycznego systemu doju – prelekcja Joanny Aerts (firma Lely) pt. „ Automatyczny system doju a zdrowotność stada”. Była to niezwykle interesująca część tego spotkania. Stanowiła doskonałe uzupełnienie to, co mieliśmy możliwość zobaczyć w Lisiankach. Długo trwała dyskusja w tym temacie. Z ożywieniem także dyskutowaliśmy miedzy sobą na ten temat.
KS.
Z tego co wiem był to podstawowy temat, niezwykle interesujący, ale z tego co mówiła mi w dzisiejszej rozmowie żona Franka Aleksandra w programie były i inne zagadnienia.
KW.
Tak masz rację. Doktor Ryszard Tyburski wygłosił prelekcję, w której przedstawił rys historyczny o lekarzach weterynarii regionu Kujaw. W swoim wystąpieniu przedstawił sylwetki wielu wspaniałych ludzi tego zawodu. Mam nadzieje, że niedługo będzie można szerzej te sylwetki przedstawić także poza gronem naszych kolegów.
KS.
Myślę, że tak. Postaram się w najbliższym czasie skorzystać z tej możliwości i przedstawić poszczególne sylwetki. Kazimierzu, ale to nie wszystko. Co było dalej? Aleksandra mówiła mi ,że przedstawiała wiersze z tomiku – „Przynosiłeś mi fiołki” poświęconego pamięci Franka. Pisałem o tym na niniejszym portalu tutaj.
KW.
Aleksandra Sas Wisłocka recytowała wiersze z tego tomiku, a także wiersze doktora wet. Jana Krupy, który ze względu na podeszły wiek i chorobę nie mógł przybyć na dzisiejsze spotkanie, ale przesłał na moje ręce pismo, które odczytałem.
KS.
Uważam, że warto jej tu zacytować. Na wstępie krótki jego wiersz.
„Tak upływa życie
złożone z zagadek
ciągłej niepewności
radości i smutku
triumfu i smutku
wpisanych w życiorys
zwyczajnych,codziennych,
ludzkich ułomności”
„Żałuję bardzo, że z powodu kłopotów zdrowotnych nie mogę wziąć udziału w tym ciekawym tematycznie spotkaniu. Z Piotrkowem Kujawskim i rodzina Wisłockich wiążą mnie bardzo osobiste, choć odległe w czasie serdeczne wspomnienia. Tu zaczęła się moja przygoda z weterynarią, kiedy na rok przed ukończeniem studiów pojawiłem się w domu pana dr wet. Mariana Wisłockiego z prośba o umożliwienie mi odbycia stażu w kierowanej przez niego Lecznicy w Piotrkowie Kujawskim. Umówił nas na to spotkanie lekarz weterynarii z Chodcza Franciszek Kaczor, u którego odbywałem praktykę wakacyjną. Po drobnych kłopotach udało mi się rozpocząć staż 1 kwietnia 1961 roku. Po ukończeniu stażu i zdaniu egzaminu przed komisją w Wojewódzkim Zakładzie Weterynarii w Bydgoszczy, pan dr Marian Wisłocki zaproponował mi stanowisko ordynatora w PZLZ Piotrków Kujawski, na co zgodziłem się z ochotą, aby kontynuować rozpoczętą edukacje weterynaryjna u boku wybitnego specjalisty z tej dzieciny.
Nasza współpraca trwała niecały rok, ale okazała się niezwykle owocna i pozwoliła mi z powodzeniem uprawiać zawód przez całe lata, korzystając z doświadczeń teoretycznych i praktycznych tego niezwykłego człowieka, który powinien by uprawiać zawód nauczyciela akademickiego. Nie skorzystał z oferty jednego z wydziałów weterynaryjnych tylko dlatego, że bał się o byt materialny swojej rodziny, a sytuacja finansowa pracowników naukowych w tym czasie nie była najlepsza.
Ten krótki czas spędzony w Piotrkowie to była nie tylko praca, ale i spotkania towarzyskie w gościnnym domu Państwa Wisłockich, którzy prowadzili dom otwarty oraz i poznania ciekawych ludzi w regionie. Tam poznałem ich dzieci: Wandę, Andrzeja i Franciszka, który był w tym czasie studentem Wydziału Weterynaryjnego we Wrocławiu. Z cała trójka zdążyłem się zaprzyjaźnić i przez jakiś czas udało nam się kilka razy wspólnie z żona odwiedzić ten przyjazny dom. Po latach w towarzystwie kolegi weterynarii z Bydgoszczy Jerzego Dymka udało mi się spotkać z Frankiem i jego małżonką w okresie, kiedy jego stan zdrowia nie był najlepszy. Nawet teraz, kiedy dzieli mnie duża przestrzeń czasowa od Piotrkowa z dużym sentymentem wspominam dziesiątki zdarzeń z tego okresu. Jedno wiem na pewno, że gdybym na nowo rozpoczynał swój start w zawodzie chciałbym go zacząć właśnie w Piotrkowie u boku człowieka, który odegrał wielka rolę w moim życiu.”
WK.
Tak odczytałem to jego posłanie do Franka i do nas wszystkich. Jeśli pozwolisz to przedstawię, co było dalej. Aleksandra zaprezentowała swoje wiersze oraz Jana Kulpy. Akompaniował na gitarze klasycznej pan Vadim Gavva. O nim tutaj. Na zakończenie wystąpił zespół „Kujawioki” z Osięcin. W czasie przerw dyskutowaliśmy o tym między sobą. Było to wspaniałe i jakże pożyteczne spotkanie. Warto częściej je organizować i zawsze pamiętać o tych, co od nas odeszli na zawsze.
KS.
Dziękuje za interesującą rozmowę. Sądzę, że poszerzyła ona moje wspomnienia o Franku i nie tylko o nim.
Myślę, że warto tę naszą rozmowę spuentować wierszem:
Jan Krupa
Przemijanie
Życie jest źródłem piękna
Jest chmurami zasnute
Gdy jego wzniosłości,
Profan nastąpi butem.
Życie jest ciągłym świętem,
Złotym palącym słońcem-
Gdy matki ręka dotknięte,
Gdy z dzieckiem biegnie po łące
Jak cię, nie kochać, życie?
Że jutro będzie znów inne,
Skapane w deszczu obficie,
W ślubnym welonie w zimie!
Gdy wzlecę do zaświatów
I pozostanę wspomnieniem,
Pyłkiem przydrożnych kwiatów,
Pamięci mdłym wetknięciem-
Niech jakiś bliski człowiek
Wybiegnie na bezdroże,
A modląc się, niech powie
-Bądź dlań łaskawy, Boże!.
Karol Szmagalski
PS!
Robot udojowy – co to jest
Robot udojowy to skomplikowane urządzenie nafaszerowane elektroniką, które zastępując obsługę przygotowuje do doju, doi i karmi wchodzące do niego krowy. Choć firma Lely ma wieloletnie tradycje w ulepszaniu techniki doju w Holandii gdzie jest jej siedziba i stworzyła pierwszego robota udojowego na świecie to rynkiem polskim zainteresowała się dopiero niedawno. Oficjalnie firma o nazwie Lely Center z siedzibą w Bydgoszczy rozpoczęła działalność we wrześniu tego roku. Jak mówi Joanna Aerts przedstawicielka firmy ds. marketingu – Firma Lely kieruje się filozofią wolności wyboru krowy, polegającą na tym, że krowa decyduje co w danej chwili chce robić: odpoczywać, jeść czy być dojoną. W związku z tym zmiana systemu doju w przypadku instalacji naszego robota trwa bardzo krótko, ponieważ nie instalujemy bramek kierunkowych wymuszających ruch krów w oborze, a tylko zmieniamy halę na robota. Można powiedzieć – rano doimy halą udojową, a wieczorem robotem udojowym Lely Astronaut A3 Next. A oto jak działa nasz produkt: krowa wchodząc do robota jest ważona na wadze z czujnikami nacisku zainstalowanymi w podłodze, co pozwala na dokładniejsze zlokalizowanie ramieniem robota ustawienia strzyków w wymieniu. Poza tym otrzymujemy na bieżąco dane o wadze krów. Ramię robota znajduje się cały czas pod krową i po jej wejściu odczytaniu numeru i podaniu dawki paszy treściwej specjalne szczotki przygotowują wymię do doju czyszcząc je i pobudzając do wydzielania oksytocyny. Po tej czynności szczotki są dezynfekowane, a ramię robota za pomocą systemu lokalizowania strzyków skanuje wymię, a następnie nakłada kubki udojowe. Dój rozpoczyna się już po założeniu pierwszego kubka udojowego i każda ćwiartka jest traktowana indywidualnie, czyli kubki zdejmowane są po wydojeniu, aby nie było pusto doju i czyszczone parą w temperaturze 450oC co likwiduje 99% bakterii, a następnie spłukiwane wodą. Po dojeniu każda ćwiartka jest spryskiwana w celu dezynfekcji. Oczywiście podczas dojenia pozyskiwane mleko jest badane, a w przypadku wykrycia mleka gorszej jakości lub niepożądanego, zostaje ono automatycznie oddzielone. Dzięki temu rolnik może wcześniej wykryć zapalenie poszczególnych ćwiartek wymienia. Całości robota udojowego Lely Astronaut A3 Next dopełnia program zarządzania stadem, dzięki któremu dowiemy się wszystkiego o krowach będących w oborze. “robotyzacja” doju krów może być taką rewolucją techniczną kolejnej dziesięciolatki.
Obok przedstawicieli weterynarii w spotkaniu uczestniczył przedstawiciel firmy Danone Jerzy Sroga Dyrektor ds. kontaktów. Z firmą tą od lat współpracuje to gospodarstwo a także Prezes Kombinatu Rolnego w Kobylnikach Leszek Dereziński. Warto przypomnieć, że Danone – (W USA znane jako Dannon) francuski koncern spożywczy, produkujący przede wszystkim produkty mleczne (m.in. jogurty, serki homogenizowane). Działalność w Polsce rozpoczął w 1990. Na początku firma jedynie importowała produkty spożywcze. W 1992 otworzyła pierwszą swoją fabrykę w Warszawie, a po trzech latach – następną, w Bieruniu w województwie śląskim. Obecnie Danone Polska jest 4 największym producentem wyrobów mleczarskich w Polsce. Koncern w 1998 wdrożył system identyfikacji zagrożeń HACCP.
Pisząc ten artykuł słuchałem pięknego wykonania wielu utworów Vadima. Jest to wirtuozyjne wykonie wielu przebojów. Gorąco polecam.
Tagi: Marian Wisłocki, Piotrków Kujawski, Osięciny, Vadim Gavva, Aleksandra Sas Wisłocka, Franciszek Sas Wisłocki, Radziejów, Kujawioki
Drogi Użytkowniku Portalu Wloclawskie24.pl! Zanim opublikujesz komentarz POMYŚL, czy jest on rzeczowy w kontekście
artykułu, pod którym chcesz go zamieścić! Czy nie obrażasz kogoś lub nie
naruszasz dóbr osobowych innych ludzi? Pamiętaj, że nawet w Sieci nie
jesteś anonimowy!
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu, za
treść których Wloclawskie24.pl nie ponosi odpowiedzialności. Portal zastrzega
sobie prawo do usuwania obraźliwych wpisów.
Jeżeli którykolwiek z komentarzy łamie prawo lub dobre obyczaje,
zawiadom nas o tym.
← Powrót
Medal im. prof. Leonarda Lorentowicza... (1)
Bądkowscy gimnazjaliści są już w Finale (1)
I Powiatowe Zawody Wędkarskie dla mie... (4)
ODWIEDZINY ASTROLOGA, czyli zamyśleni... (14)









