BEZ POŻEGNANIA, czyli filtr rozmyślań… - Felieton Marka Różyckiego jr.
Czy to nie jest najdziwniejsza
rzecz na świecie: zmień się w
archanioła, durnia czy zbrodniarza,
a nikt tego nie zauważy! Ale niech
ci brakuje guzika – każdy to spostrzeże.
ERICH M. REMARQUE
Z coraz większą przyjemnością stwierdzam, iż nie opiera mi się żaden korzeń, gdy usiłuję – pod naciskiem coraz bardziej otaczającej mnie rzeczywistości – wyplenić z siebie chwast zwany życiem. Pewne uwarunkowania, okoliczności, koniunkturę, inwestycję… emocjonalną, usprawiedliwienie (?) dla mych poczynań znajduję u Marka Twaine`a, który wyznał był: „CYWILIZACJA TO NIEOGRANICZONE MNOŻENIE NIEPOTRZEBNYCH KONIECZNOŚCI.” Choć zapewne – nie tylko o to tu chodzi…
Wiodę zatem żywot outsidera-pariasa na marginesie życia – nie wchodząc w nim w stosunki, ani tym bardziej „wszechmocne” UKŁADY. Staram się być z dala od głównego nurtu spraw, zdarzeń, nieprawości zjawisk…. Znudziło mi się bowiem odmienianie paciorków różańca narodowej modlitwy. A o GENERALNY CUD PRAWDY – coraz trudniej… W uzasadnieniu można by przytoczyć nieskończoną ilość „stałych elementów gry” – wysokiej klasy gry bliźnich przeciw bliźnim. Dlatego też ograniczę się do wyjątków.
Nie załatwiam spraw w urzędach, bo nie chcę być narażony na chamstwo pracującego tam personelu. Lec by uzasadnił: „Przerost biurokracji w państwie, gdzie niedawno ukończono likwidację analfabetyzmu”. Zdążyłem się już bowiem nauczyć: JEŚLI ISTNIEJE COŚ, CZEGO URZĘDNIK NIENAWIDZI, TO USŁUGI DLA PUBLICZNOŚCI! „Odsłonięta – rzekomo – kurtyna” niczego w tym względzie nie zmienia.
Nie podróżuję. Szczególnie zaś nie podróżuję środkami „masowych cierpień” – czyli państwowej komunikacji, której tabor wędruje do nieba… Nie, nie jest to rzecz o Cyganach – z cudownego obrazu, którym onegdaj przemyłem oczy. Nie mówię także o drogach, bo nie zabieram głosu w sprawach, których nie ma. Zamknąłem szlaban na granicy zdrowego rozsądku – dla mych podróży w czasie i przestrzeni. Nawet pociągi-widma nie straszą mnie już, bowiem nie nawykłem regulować zegarek wykorzystując przypadkowe bodźce… Mam czasomierz marki Błonie i najzupełniej wystarcza mi informacja, że chodzi najszybciej!
Nie choruję! A jak! Poszukałem rezerw i nie choruję w czasach, gdy tylko KASA CHORYCH – leczy!… Zrozumiałem wreszcie, że ja, parias, chorując – będę się tylko ośmieszał. Niedawno w oczekiwaniu na karetkę czyli tak zwane pogotowie ratunkowe… , przykuty do fotela na godzinkę, zmuszony byłem oglądać audycję w TV, w której dyskutowali biedni lekarze na stanowiskach wraz z panią minister od chorób wszelakich – zawzięcie o p e r u j ą c słowem…. Mam dla nich szacunek, ale przyjemności nie mam i mieć nie chcę. Odkąd zaś poznałem PRAWDĘ, że medycyna – to pieniądze i życie, po prostu nie zależy mi na jej usługach.
Kiedy z pomocą „ludzi namaszczonych” zorientowałem się był, że celem większości naszych współczesnych pisarzy wydaje się być nie pisanie – na przykład dobrych powieści, powiedzmy: „luster na gościńcu” współczesnego życia bądź wegetacji, lecz promowanie siebie / kierunek w literaturze: MARKETING I ZARZĄDZANIE KOMERCJĄ / – przestałem czytać. Poszedłem nawet dalej. Zgodziłem się bowiem ze Świętochowskim, że „wielu autorom zdaje się, że gdy w swych utworach otworzyli czytelnikowi sypialnię, klozet i łazienkę bohaterów – otworzyli w literaturze nową epokę.”
Stałem się bardziej roślinny, tak więc co jak co, ale skleroza nie atakuje mego umysłu. W ogóle przestałem oglądać telewizję, gdzie brylują – suto opłacani – celebryci i celebrytki o głupotą zamglonych oczach. Zysk i „niewidzialna ręka rynku” – promują miernotę, tandetę, wszelakie barachło, która stara się szokować / mianując się gwiazdami / gołe tyłki w rozkrokach rozmaitych tańców, migdałki w bitwach na głosy, a także – publiczne darcie Biblii. To nie dla mnie. Wolę wspominać słowa Celine`, że „NIE MA PRAWDZIWEJ SZTUKI BEZ TAŃCA ZE ŚMIERCIĄ”. Dowolność interpretacji tego stwierdzenia – mile widziana i oczekiwana…
Powtórzę: przestałem oglądać telewizję i mój ulubiony program – Pegaz. Był on kiedyś czarnym koniem publicystyki kulturalnej TV. Skrzydlaty rumak, symbol natchnienia… TO BYŁO KIEDYŚ! Obraz nie kłamie: Pegaz umknął nam był, jako chabeta, a jak pamięć podpowiada – BYŁ błyskawicą i piorunem Zeusa. Waleczny. Kuty na cztery kopyta. RASOWY!… Nie pchał się do żłobu – żywiony treściwym obrokiem faktów. Dzisiejsza chabeta mija przeszkody i w najlepszym razie pokonuje je stępa… To, oczywiście, metafora tycząca lwiej większości programów, które mają czelność się mienić, jako „kulturalne”!!!
Odkąd Matka Natura zaległa na śmiertelną chorobę – nie wyściubiam nosa na jej łono. Niech sobie tony pyłów spadają na innych. Nie kąpię się w fenolu, omijam – też pojęcie rozszerzone!!! – FEKALIA, nie wdycham smrodów, TAKŻE idących z popierdujących słodko – szczególnie przed wyborami – polityków, bo mam Pański Nos. Środowisko przestało być naturalne, jak moje w nim bytowanie. A „Piękne Okoliczności Przyrody” umieściłem obok wspomnień „Ogrodów, z których przecież wyszliśmy…” Nie, nie wszyscy jednakże – a nieliczni – wrażliwi, ludzcy i Autentyczni, pełni empatii oraz autentycznego zaplecza intelektualnego!!! Nie zgadzam się bowiem na podróbki z doszytymi metkami markowych Twórców Arcydzieł!
NIE WIERZĘ W „MASOWĄ KOMPETENCJĘ” I KOLEKTYWNĄ MĄDROŚĆ WIĘKSZOŚCI, POWSTAŁĄ Z IGNORANCJI JEDNOSTEK!
Zupełnie mnie nie ma, gdy ktoś udowadnia, że HONOR ma wprawdzie swoje dobre strony, ale że ma je także HAŃBA, a nawet…, że dobre strony hańby są nieograniczone! Staję się niebytem, kiedy wędruję cały w myślach, siwiejący POPRZEZ SEN O POTĘDZE ISTNIENIA…
Oczywiście, już jako jednostka w pełni rozbudzona i społecznie – obecnie – /bez/użyteczna, przystępuję jednak do codziennych /bez/czynności żywiąc się PUSTYMI KALORIAMI wegetacji w stanie nieważności i postponowania wszystkich przez wszystkich: chodzę do urzędów, podróżuję, choruję, czytam, oglądam, wdycham, „uczestniczę”…
Tylko we śnie zdobywam się na luksus kretyńskich konstatacji, że wszystko to – jak zwykle w naszym kraju pszenicznowłosych i niebieskookich – KOLEJNA REPETYCJA Z POWTÓRKI… A ja, no cóż, przecież nie wyleciałem sroce spod ogona!… Tak, tak, „uczestniczę” – oczywiście, bez mojego udziału… Oczywiście!…
STATYSTYCZNIE RZECZ UJMUJĄC.…
-——————————————————————————
PS. Ostatnie lata sprawiły, że nasze społeczeństwo zostało podzielone, zdezintegrowane, mocno rozbite a ludzie ludziom, rodacy rodakom(!) – zgotowali piekło na ziemi. Nie ma śladu więzi ani solidarności międzyludzkiej. Nie tak drzewiej bywało, oj, nie tak…
Wrodzonego – naszej nacji – CHAMSTWA nie zmienię, agresywnych i grubiańskich typów nie wychowam. Szkoda więc mi czasu, sił i zdrowia na podejmowanie syzyfowej roboty!…
Chcę zmienić coś, czego zmienić nie sposób – przecież w sumie chodzi o nasze wstrętne cechy narodowe, utrwalone historycznie, z których – nie bez przyczyny / kozery / – śmieje się cała Europa. Najlepiej to podobno widać na emigracji, gdzie największym wrogiem dla Polaka jest drugi Polak. Smutne to, tragiczne wręcz, ale prawdziwe… Żydzi, Litwini, Rosjanie, Portugalczycy, Turcy, Ukraińcy, o Kurdach nie wspominając – trzymają się razem, starają się w życiu wspierać. Patrząc na Polaków nie mogą zrozumieć tej ZAWIŚCI, WROGOŚCI – wręcz: NIENAWIŚCI oraz wzajemnego podkładania sobie świni; RYCIA i KOPANIA dołów pod bliźnimi swymi!!! Także wielokrotnie powtarzanych prób topienia ich w przysłowiowej już – „łyżce wody” pomieszanej z jadem i żółcią… Cóż więc się dziwić, że taka sama sytuacja panuje w każdej zbiorowości, w każdym obszarze działalności! Po prostu – jako nacja…. TACY JESTEŚMY.
Tagi: czyli filtr rozmyślań…, BEZ POŻEGNANIA, felieton, Marek Różycki jr
Felieton bardzo pięknie napisany i smutny – ale jakże prawdziwy, zawarte są w nim i moje myśli, odczucia. Nie mam nic do dodania – mogę się tylko rozpłakać i zatęsknić za marzeniami, które kiedyś miałam…
-Z jaką ufnością i wiarą patrzyłam w przyszłość…
Dziś budząc się po prawie nieprzespanej nocy, szeroko otwieram oczy z nadzieją, że to jeszcze sen – ale to nie sen, to moja szara rzeczywistość…
To moja ukochana Ojczyzna deszczem zapłakana – i tak sobie myślę, że to nie deszcz – to łzy naszych dziadów i ojców, którzy uczyli nas patriotyzmu i miłości do Ojczyzny
Ten wiersz napisałam dla siebie ale złamałam zasady i wyciągnęłam z szuflady, by go tu zamieścić.
Może nie jest doskonały – tak mi serce dyktowało – powtarzam go często – dla mnie jest jak modlitwa…
Jakże Cię Polsko kochać
jak ując miłością,
zamknąć w kilku słowach
Twój sens i znaczenie -
czy żadna ludzka miłość
Cię nie zmieni ?
I żadne z uczuć
nie odmieni losu ?
Czy tylko ta modlitwa
wołająca w niebo,
by spełniło się Słowo
i stało się ciałem ?…
Tak po prostu, dziś jutro,
jak Cię kochać mamy ?
Dziękuję Panie Marku ! Głowa do góry ! Ja też swoją uniosę…
Pozdrawiam serdecznie
Ady „szkoda czasu i atłasu” na ksiuty z niemożliwościami, jak mawiali ludzie w wieku wykopaliskowym. Świata zdominowanego przez „ekonomiczną moralność”, jak powiedział Zapasiewicz, nie idzie zmienić, możemy tyko być kibicami i jest to stwierdzenie obowiązujące. Pod względem geograficznym rozeznaję się dobrze. Natomiast pod względem umiejscowienia siebie w czasie, kłopotów mam sporo. Zwłaszcza ze znalezieniem duchowego zacisza, w którym chciałbym żyć, mam niewyobrażalne trudności. Więc towarzyszy mi bezustanny zamęt w skołowanej głowinie. Niby orientuję się, że mamy XXI wiek, wiek bicia piany i uprawiania politycznej epilepsji, wyborów bez wyborów, wiek zażartych rozmów o niczym, że okres to przejściowy, że mysz rodzi słonia, lecz co z tego? Co wynika z tej mojej żałosnej wiedzy? Gdy mnie zapytać o datę, to “posiadam wiedzę” o tym, że jest środa, mamy godzinę piątą wieczorem, że słońce wzeszło o którejś tam, a ciśnienie znowu jest niskie i opadów obserwuję brak. Ale gdy mam odpowiedzieć, jaki jest teraz okres historyczny, z mety czuję się niemrawo i zaczynam dukać zdania z dużą ilością niecenzuralnych słów. Sądząc po tym, co się z nami dzieje, w czym uczestniczymy, jestem we wczesnym średniowieczu. Albo w późnej starożytności. Ale nie w Grecji! Moja starożytność, nie tam jest, gdzie powstawała Demokracja! Znajduję się na terenach podmokłych i limfatycznych i razem z innymi nieszczęśnikami siedzę na drzewie. A gdzie nie spojrzę, tam nic nie widzę. WIĘC NIE JESTEŚ SAM! A – zidiociałego świata, który i tak fajtnie na informacyjną apopleksję, nie ma co reperować, trzeba żyć obok; wśród spokoju.
Pozdrawiam melancholijnie
I co dalej?… Czyzby to bylo juz POZEGNANIE MR jr ?… Porzucil pan swoich wiernych czytelnikow?…
Czy “Bez pożegnania” – to metafora żegnania się z Pana czytelnikami?….
Mam już Pana kolejną książkę, a tak chciałabym – z dedykacją……
Serdecznie Pana pozdrawiam!
Świetny . Prawdziwy do bólu.Pozdrawiam.
Zimny dreszcz mi przeszedł, po przeczytaniu felietonu.Sam tytuł…budzi głęboki smutek,trwogę, melancholię,gorzki żal,że tak WIELKIEJ MIARY pisarz,felietonista,publcysta “musi” odejść? Ma odejść FILAR (w szerokim zakresie) polskiej kultury ! Dlaczego ? Że widzi i piętnuje zło zalewające cały kraj : “schamienie rozsiane”, nieufność,psedoświętość,plotkarstwo,krętactwo, matactwo,pomówienia etc.- Mają władzę i basta! Nieucy są bożkami i o wszystkim decydują ! Że kraj pada i traci dobre oblicze, obchodzi tylko Marka RóżyckiegoJr. i garstkę podobnych mu lu- dzi.Przeszkadza!My,Czytelnicy Wileńszczyzny i Wilna wyrażamy bunt przeciwko takiej decyzji. Wieloletnia nasza współpraca dała piękne wyniki Młodzież wzoruje się na pięknej czystej polsz- czyźnie, poznaje prawdziwą realność naszej Ma- cierzy, pracę dziennikarską,publicystyczną i in- ne formy literackie.Pragniemy czytać Pana na co- dzień. Czy “PISARZE.PL” nie są zainteresowani tak WIELKĄ POSTACIĄ lieracką ? Teatry ? Radia ? Czy ma zwyciężyć zło? PŁAKAĆ CHCE SIĘ ! NIE MOGĘ DALEJ PISAĆ ! PARALIŻUJE MI UMYSŁ !
To prawda – polacy maja wiele do zrobienia w temacie samonaprawy …. dlatego mam ogromną nadzieje że ,,BEZ POŻEGNANIA ‘’ to tylko tytuł felietonu ….. ktos musi nam pokazywac własciwy kierunek…. przypominac co jest w zyciu najwazniejsze … tak wiec, jak śpiewał Wojciech Młynarski : ,, Róbmy swoje…’’
Dziękując za świetny felieton Marku,zycze duzo siły i wytrwałosci..!! :)
Smutny to filtr rozmyślań felietonisty Marka Różyckiego jr, jak smutna i gorzka jest rzeczywistość na którą się godzimy.. Tak , godzimy się, bo chyba już utraciliśmy wiarę, że można jeszcze coś naprawić, zmienić, ulepszyć. Pana felietony panie Marku są bardzo ważne i potrzebne. Proszę pisać dla nas, bo nawet jeśli pana pragnienia naprawy świata pozostaną tylko w sferze marzeń dziś, może się okazać, że jednak jutro choć trochę się urzeczywistnią, że było watro..Pozdrawiam Pana serdecznie..
Drogi Użytkowniku Portalu Wloclawskie24.pl! Zanim opublikujesz komentarz POMYŚL, czy jest on rzeczowy w kontekście
artykułu, pod którym chcesz go zamieścić! Czy nie obrażasz kogoś lub nie
naruszasz dóbr osobowych innych ludzi? Pamiętaj, że nawet w Sieci nie
jesteś anonimowy!
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu, za
treść których Wloclawskie24.pl nie ponosi odpowiedzialności. Portal zastrzega
sobie prawo do usuwania obraźliwych wpisów.
Jeżeli którykolwiek z komentarzy łamie prawo lub dobre obyczaje,
zawiadom nas o tym.
← Powrót
Medal im. prof. Leonarda Lorentowicza... (1)
Bądkowscy gimnazjaliści są już w Finale (1)
I Powiatowe Zawody Wędkarskie dla mie... (4)
ODWIEDZINY ASTROLOGA, czyli zamyśleni... (14)









