Sliding_panel_tab
Reklama
 
← Powrót

Okruchy życia. Część siódma

22/08/2011 17:22

Wigilijny poranek zaczął się Amelii dość leniwie. Co prawda, przebudziła się dość wcześnie, bo już o szóstej, ale nie miała ochoty jeszcze wychodzić z łóżka. Termometr za oknem wskazywał minus jedenaście stopni.

Okruchy_życia_article

W domu było bardzo cicho, zupełnie jakby wszyscy spali albo gdzieś wyszli. Dziewczynie jednak w ogóle to nie przeszkadzało. Nareszcie mogła w spokoju poleżeć w swoim pokoju, z daleka od codziennych trosk. Zbyt dużo wydarzyło się ostatnio w życiu panny Kotarskiej.

Nakryła się ciepłą kołdrą, odwróciła na prawy bok i już miała uciąć sobie małą drzemkę, gdy nagle usłyszała, że ktoś dzwoni do drzwi. Przez moment wydawało jej się, że śni na jawie. Dlatego nie zastanawiając się długo przymknęła jeszcze zaspane oczy, głowę wtuliła mocno w poduszkę i próbowała przysnąć. Po chwili znowu usłyszała dźwięk dzwonka, tym razem dłuższy niż ten poprzedni. Nie upłynęło parę sekund jak po mieszkaniu rozległo się pukanie. Ktoś walił w drzwi dość długo i głośno. Jakby coś się stało.

Amelka niechętnie zwlokła się z łóżka, przetarła szybko mokrą chusteczką oczy. Zagarnęła trochę posłanie, nałożyła podomkę. Wszystko robiła w zwolnionym tempie, jakby chciała odwlec spotkanie oko w oko z ciągle tajemniczym gościem. Pukanie nie ustawało.

- Czy może ktoś otworzyć te cholerne drzwi?! Muszę się przecież ubrać – krzyknęła tak głośno, że chyba na sąsiedniej ulicy można było ją usłyszeć.

Nikt nie odpowiadał. Jedyną odpowiedzią, jaką usłyszała było tykanie starego zegara. Amelia nie miała wyjścia, musiała podreptać na dół w piżamie, aby sprawdzić, kto jest taki zniecierpliwiony i robi rumor w ten zimowy poranek.

Gdy już znalazła się na dole zorientowała się, że w mieszkaniu jest sama. Wszyscy gdzieś wybyli.

- Sekunda! Pali się czy co?! – zagadnęła ze złością w głosie.

Otworzyła drzwi i zobaczyła, że korytarzu stoi nie, kto inny jak jej ukochany Mariusz. Spojrzał na Amelię stęsknionym wzrokiem wyraźnie oczekując, że ta rzuci mu się na szyję i czule przywita.

- No, co tak stoisz jakbyś zobaczyła ducha albo umarłego, który wstał z grobu? To ja, Mariusz! Nie przytulisz mnie? Tyle czasu się nie widzieliśmy. Myślałem, że nie mogłaś się mnie doczekać, że odliczasz dni do mojego powrotu. A tymczasem stoisz jak wryta. Co z Tobą? Nie cieszysz się z mojego przyjazdu? – dopytywał

Tymczasem Amelii napłynęły łzy do oczu, które zaraz spłynęły po policzkach jedna po drugiej. Dziewczyna po prostu stała i płakała rzewnie, nie mogąc wydobyć z siebie żadnego słowa. Mariusz widząc to wszedł do mieszkania, przekręcił klucz i z całej siły objął swoją kobietę. Całował ją czule po włosach, czole, mokrych powiekach, aż w końcu ich usta zwarły się w namiętnym pocałunku.

- Bo…ja przestraszyłam się, że Ty już nigdy nie wrócisz. Tak bardzo się bałam, że stracę Cię już na zawsze – szlochając wypowiedziała Amelia.- Jak mogłeś pomyśleć, że nie cieszę się, że znowu jesteś obok mnie? Jestem najszczęśliwszą osobą na świecie. Dopiero teraz czuję, że mamy święta. Bez Ciebie one nie miałyby najmniejszego sensu.

Chłopak uśmiechnął się szczerze do Amelki gładząc jej rozwichrzone włosy. Spojrzeli na siebie, po czym usta tych dwojga ponownie połączyły się w jedno.

- Amelko moja najukochańsza, jesteś taka cudowna. Brakowało mi Ciebie. Ale chwała Bogu już jesteśmy razem i przynajmniej w najbliższym czasie nic nas nie rozdzieli. Powiedz mi, kochanie, gdzie Twoja mama? Także z nią chciałem się przywitać, jeśli pozwolisz – tutaj spojrzał na dziewczynę wzrokiem skarconego dziecka.

- Och, oczywiście, że pozwolę. Tylko, że ja nie mam pojęcia, gdzie mogła pójść mama. Cioci Elżbietki i moich trzech sympatycznych kuzynek też nie ma. Pewnie niebawem wrócą. Nie zostawiły żadnej kartki, gdzie mogłyby pójść – stwierdziła zgodnie z prawdą Amelia.

Przez cały ten czas, gdy mówiła, Mariusz przyglądał się jej niezwykle uważnie.

- Nic się nie zmieniłaś, skarbie – stwierdził po kilku sekundach obserwacji.

Zaś Amelia poczuła się tym wyznaniem nieco speszona. Nie wiedziała, bowiem jak ma je traktować; czy jako komplement, czy raczej jak przytyk ze strony narzeczonego. Ponieważ była osobą, która nie lubi długo być trzymana w niepewności, postanowiła, że zapyta, co to znaczy, że ”nic się nie zmieniła”

- Dziękuję, ale nie bardzo wiem, co masz na myśli, Mariuszku? Aż taka ze mnie zołza? – spytała kokieteryjnie uśmiechając się przy tym uwodzicielsko.

Mariusz usiadł na taborecie rozstawionym w kuchni, usadził na kolanach Amelkę, objął ramieniem i rzekł

- Kotku, chodziło mi o to, że jesteś taka piękna. Nawet kiedy masz nieuczesane włosy, jesteś bez makijażu w stroju „nocnym” jesteś seksowna i podniecająca. Mógłbym Cię schrupać. – zaśmiał się.

Amelka uzmysłowiła sobie właśnie, że jeszcze nie zdążyła się ubrać. Speszona wyrwała się z objęć mężczyzny, odskoczyła dalej od niego i zaczęła wycofywać się w kierunku swojego pokoju.

- Najmocniej Cię przepraszam. Idę się ubrać, bo w tym całym zamieszaniu nie miałam kiedy tego zrobić. Czuj się proszę jak u siebie w domu. Zrób sobie coś do jedzenia, a ja zaraz będę. Nałożę tylko coś ciepłego, bo okropnie zimno dzisiaj.

Po tych słowach pobiegła na górę. Korzystając z okazji Mariusz wyjął z torby prezent dla Amelki, podłożył go cichaczem pod choinkę i wrócił na miejsce by zrobić sobie coś do przekąszenia. Rzeczywiście poczuł się głodny. Wyjął, więc z świeży chleb z chlebnika, posmarował go margaryną, a na to ułożył plasterki pachnącego żółtego sera, który znalazł lodówce. Nalał sobie gorącej kawy z ekspresu i zaczął zajadać.

- O, widzę, że zgłodniałeś. Nic ci na tej obczyźnie jeść nie dawali? A właśnie, gapa ze mnie. Powiedz mi jak tam twoja siostra? Dobrze się czuje, pozałatwialiście to, co potrzeba? Mam nadzieję, że zawiozłeś jej wszystkie niezbędne dokumenty? – pytała Amelka strząsając okruchy na bluzce Mariusza.

Ilekroć Amelia poruszała temat siostry Mariusza, ten zawsze spinał się, przybierał dziwną pozę, a na twarzy pojawiał się nietypowy grymas.

- Tak, zawiozłem papiery te, co potrzeba. Siostra czuje się dość dobrze, aczkolwiek lekarze mówią, że powinna sporo odpoczywać, bo jak robiła ostatnio jakieś badania, to wyszły jej słabe wyniki. Doktor, który ją prowadzi twierdzi, że to z przemęczenia. Za mało się oszczędza. Jest uparta. Nie przemówisz jej do rozsądku – wytłumaczył.

Amelka poczuła się bardzo rozbawiona. Jedząc kanapkę chichotała jak myszka.

- A co Ciebie tak rozbawiło? Czyżbym powiedział coś naprawdę śmiesznego? – zdziwił się.

Dziewczyna skarciła samą siebie za zachowanie. Uspokoiła się momentalnie. Spojrzała na Mariusza poważnie i powiedziała

- Nie, kochanie, nic nie powiedziałeś śmiesznego. Tylko mówisz mi, że Wiktoria jest uparta i że ciężko przekonać ją do czegokolwiek. Zapewne w duchu zastanawiasz się, po kim to ma. A ja wiem. Po Tobie. W końcu jest Twoją siostrą. Ty też jesteś uparty jak osioł. Stąd moja reakcja. Przepraszam, ale nie potrafiłam się powstrzymać – i znowu dopadł ją atak śmiechu.

Mariusz początkowo sprawiał wrażenie urażonego, lecz widząc, że Amelia dobrze się bawi, sam zaczął trząść się ze śmiechu. Po kilku minutach siedzieli przy stole śmiejąc się do rozpuku.

- Już dość, bo mnie brzuch boli od tej naszej głupawki. Dawno się tak nie ubawiłam jak dzisiaj. Powiem Ci, że martwię się, dlaczego mama z ciocią i dziewczynami tak długo nie wracają. To do nich absolutnie nie podobne. Na wieczerzę wigilijną wszystko jest przygotowane, wystarczy tylko rozłożyć stół nakryć go obrusem, podłożyć sianko i gotowe. Nie wiem, co takiego mogło się wydarzyć – tutaj zamyśliła się.

- Spokojnie, może spotkały Mikołaja albo umawiają się z nim na wieczór na przykład tłumacząc mu drogę do was. Wiesz, staruszek ma problemy z pamięcią, więc trzeba mu wyjaśniać powoli i spokojnie. W przeciwnym razie nie zapamięta biedaczek za Chiny – zażartował by rozładować sytuację.
Dziewczynie jednak tym razem nie było do śmiechu. Wstała z krzesła i zakręciła się nerwowo po dużym pokoju. – Kochanie, uspokój się, bo i o Ciebie będę musiał się martwić. Zobaczysz, na pewno za chwil kilka zlądują tu całe i zdrowe. No, przestań panikować.

Amelia była naprawdę wystraszona. Krzątała się po mieszkaniu w tą i z powrotem, nie wiedząc, co robić. Gdy rozbiła kolejne okrążenie po pokoju usłyszeli podejrzane szumy na korytarzu. Amelka wyjrzała przez wizjer i zobaczyła ciotkę Elżbietę z Ewą, Małgosią i Aśką. Sprawiały wrażenie nieźle wystraszonych, jakby bały się wejść do domu. Dziewczyna postanowiła, że wpuści je nie czekając na to, aż same zdecydują się wejść. Zastanowiło ją jedno – gdzie jest mama. Spojrzała jeszcze raz przez okienko w drzwiach. Nikogo podobnego do pani Anny tam nie było. Serce stanęło jej do gardła. Krew w żyłach krążyła jak oszalała.

- Ciociu, co się stało? Dlaczego jesteście takie przerażone? Gdzie jest mama? – ponaglała.

Ciocia Ela usiadła ciężko na kanapie w salonie. Była blado – żólta. Oddychała nierówno. Natomiast dziewczyny wyglądały jak z krzyża zdjęte. Mariusz nie czekając długo pobiegł do kuchni i przyniósł ciotce szklankę wody i ziołowe tabletki na uspokojenie. Na trzeba było być jasnowidzem, żeby zobaczyć, że zarówno ciocia, jak i jej córki są podenerwowane.

- Powie mi ktoś wreszcie, o co tu chodzi? Czy mam zgadywać?

Starsza pani wypiła całą wodę, odetchnęła jakby zabrakło jej powietrza, spojrzała na Amelkę uważnie i powoli i spokojnie powiedziała

- Tylko się nie denerwuj moje dziecko. Twoja mama jest w szpitalu. Obudziłam się rano. Patrzę, a ona leży przy łózku prawie nieprzytomna. Coś bełkotała. Wydawało mi się, że się dusi. Trzymała się za serce. Szybko zadzwoniłam po pogotowie. Przyjechali i stwierdzili, że trzeba zawieźć Anię do szpitala, bo wygląda to na rozległy zawał. Tak też zrobiłyśmy. Pojechałyśmy tam z nią. Ja karetką, a dziewczynki taksówką. Istotnie, mama miała rozległy zawał – kobieta skończyła niemalże na jednym oddechu.

Amelia z Mariuszem siedzieli jak zbici z tropu. W oczach dziewczyny zalśniły łzy. W końcu nie miała nikogo bliższego w Warszawie. Widać było, że po raz kolejny tego dnia jest bliska płaczu. Jej narzeczony nie pozwolił się jej rozkleić. Przytulił Amelkę mocno i pocałował

- Proszę nam teraz powiedzieć jedno, czy pani Anna żyje? – z drżeniem w głosie spytał Mariusz, uprzednio spojrzawszy na reakcję młodej Kotarskiej.

Ciocia Elżbieta chwyciła się krzesła stojącego obok jakby obawiając się, że za chwilę się przewróci. Odwróciła wzrok, spojrzała na zdjęcie ojca Amelki, a dopiero później zwróciła się ku siedzącej parze

- Dzieci kochane, żyje, ale… nie będę przed wami ukrywać – doktorzy mówią, że jest z nią ciężko. W karetce straciła przytomność. W szpitalu jeszcze jej nie odzyskała. Mówią, że trzeba czekać i że czas pokaże, co z nią dalej będzie – i nagle posmutniała.

W pokoju zapanowała cisza. Nikt się do siebie nie odzywał. Dziewczyny siedziały w swoim pokoju i tylko coś szeptały. Amelka pierwsza przerwała milczenie.

- Ja muszę do niej pojechać. Jest Wigilia. Nie może sama tam zostać. Mam nadzieję, że dacie sobie tutaj radę beze mnie. Idę się szykować – i zebrała się do szykowania, ale Mariusz zatrzymał ją przytrzymując za rękę

- Amelia, to nie ma sensu. Na razie nic jej nie pomożesz. Słyszałaś przecież, że jest nieprzytomna. Nie wiadomo, kiedy się obudzi. Jest pod dobrą opieką. Zapewne, jeśli coś się zmieni, ktoś ze szpitala da nam znać. Poza tym, nie sądzę aby Twoja mama chciała, żebyś spędzała Wigilię w szpitalu. Powinnaś być tutaj z nami. Zobacz, potrawy są już zrobione. Właściwie wieczerzę mamy gotową. Chyba nie chcesz by te przepyszne potrawy przyrządzone przez Twoją mamę się zmarnowały, co? – uśmiechnął się do Amelki, gładząc delikatnie po zaróżowionym policzku.

Amelka nie do końca była przekonana tymi argumentami.

- Ja sądzę, że powinnam pojechać. To moja mama. Ktoś przy niej powinien być. A kto inny, jak nie jej własna córka?

Mariusz czuł się zupełnie bezradny. Z jednej strony chciał ulżyć swojej dziewczynie i zawieźć ją do szpitala, gdzie leżała jej matka. Z drugiej zaś wiedział, że w obecnej sytuacji to naprawdę nie ma sensu. Nie chciał by Amelia miała całe życie do niego żal, że powstrzymał ją od spotkania z matką. A jeśli to będzie ich ostatnie spotkanie – pomyślał, lecz z prędkością rakiety odegnał od siebie te czarne myśli.

- Ok, mam pomysł. Pojadę z Tobą do tego szpitala. Porozmawiamy z lekarzem, dowiemy się, co i jak. Zobaczysz mamę, posiedzisz trochę przy niej, ale nie będziemy tam koczować cały czas. Wrócimy tutaj. Co Ty na to? Powiedz, że się zgadzasz, bo mi inne rozwiązanie do głowy nie przychodzi – objął roztrzęsioną dziewczynę ramieniem, spojrzał głęboko w oczy i czekał, jaka będzie jej decyzja. W duchu modlił się by przystała na to rozwiązanie, które on zaproponował.

- Jesteś kochany, dziękuję. Wiedziałam, że wymyślisz coś takiego by każdy był zadowolony. Zatem ja idę się szykować – podreptała na górę z ledwo zauważalnym uśmiechem na ustach.

- Skarbie, tylko pośpiesz się, bo jest dość późno – krzyknął w nadziei, że Amelka usłyszy jego prośbę.

Za pięć minut Amelia była już gotowa. Miała na sobie strojny, wrzosowy golfik z krótkim rękawkiem. Do tego założyła grafitowy żakiecik ze srebrną nitką, krótka spódniczkę w takim samym kolorze, czarne rajstopy i buty na niewielkim obcasie. Wyglądała jak zwykle atrakcyjnie i kobieco.

- Wyglądasz pięknie. A teraz chodźmy już, bo mogą być spore korki teraz na mieście. Pani Elżbieto, my postaramy się wrócić jak najszybciej. Chociaż nie wiem ile nam to wszystko zejdzie. Proponuje abyście nie czekały na nas z kolacją. Jak przyjedziemy to podzielimy się opłatkiem i złożymy sobie życzenia. Tymczasem uciekamy, bo czas goni. Pa!

Korki na ulicy były niewielkie jak na tą porę dnia. Mariuszowi przemknęło nawet przez myśl, że kierowcy z okazji świąt postanowili zrobić sobie urlop. Miasto na ten czas zamarło. Tylko niektórzy ludzie snuli się po chodnikach zapewne w poszukiwaniu ostatnich prezentów dla bliskich. Przez całą drogę Amelia była milcząca. Mariusz wiedział, że przejmuje się tym, spotkało jej mamę, dlatego też nie zmuszał za bardzo do rozmowy. Dopiero, gdy dojeżdżali do szpitala spojrzał na nią, wziął jej dłoń w swoją i powiedział

- Bądź dobrej myśli, kochana. Zobaczysz, mama wyjdzie z tego. Jest silna tak jak Ty. Wiem, że to nie jest takie proste, ale postaraj się zachować spokój i myśl pozytywnie. To nam, a przede wszystkim Twojej mamie dużo bardziej pomoże niż takie umartwianie się – zaparkował samochód we właściwym miejscu, poprawił marynarkę i wyszedł by otworzyć drzwi ukochanej. Amelka wyszła, a w zasadzie wysunęła się z samochodu. Bardziej przypominała wrak człowieka niż ludzką postać.

W szpitalu było mnóstwo ludzi, tak jakby nagle wszyscy zbiegli się po to, by odwiedzić swoich najbliższych.

Amelia i Mariusz po uzyskaniu informacji gdzie leży pani Anna Kotarska pośpiesznie poszli odwiedzić chorą. Akurat w jej sali był lekarz. Kobieta wciąż leżała nieprzytomna. Amelka ucałowała mamę mając nadzieję, że ten pocałunek ją ocuci. Nic takiego niestety się nie stało.

- Panie doktorze czy z moją mamą jest bardzo źle? Proszę nie ukrywać nic przed nami. Chcemy znać nawet najgorszą prawdę – poprosiła Amelka gorączkowo.

Lekarz zrobił marsową minę. Spojrzał na nieprzytomną panią Annę. Długo tak patrzył zanim zwrócił się do Amelii i jej chłopaka

- No cóż, skłamałbym gdybym powiedział, że stan pani matki jest dobry, a nawet stabilny. Zawał był rozległy, a w jej wieku to niebezpieczne. Poza tym, wyczytałam w karcie, że pani Anna miała już jeden zawał kilka lat temu, i z tego co wiem, też ciężki. Proszę pani chyba nie muszę tłumaczyć państwu, że to znacznie komplikuje i osłabia organizm. Powiem krótko, decydująca będzie dzisiejsza noc. Ale proszę nie robić sobie zbyt wielkich nadziei na cud. Musicie się państwo przygotować na najgorsze. Proszę wybaczyć, ale ja już muszę iść. Mam innych pacjentów. W każdym razie, zapewniam, że zrobimy wszystko, co w naszej mocy, by pacjentka przeżyła.

Po wyjściu lekarza Amelka i Mariusz nie odzywali się do siebie przez jakiś czas. Wpatrzeni w panią Kotarską siedzieli i myśleli. Nie mieściło im się w głowie to, co usłyszeli od doktora prowadzącego. Dopiero po jego słowach zdali sobie sprawę z powagi sytuacji.

- Mariusz, co ja zrobię jak jej zabraknie? Jak będę żyć, jak sobie poradzę? Nie wyobrażam sobie tego. Ty masz chociaż siostrę i braci, no i rodziców. Twoja rodzina jest liczna. A ja nie mam nikogo w tej Warszawie. Najbliższa moja rodzina to właśnie ciotka Elżbieta z kuzynkami. Ale one są z Wałbrzycha. Przecież nie zamieszkam z nimi. Boję się, pomóż mi! Inaczej nie dam sobie rady – zapłakała głośno wtulając się w ramiona ukochanego.

Chłopakowi również zaszkliły się oczy. Nie wiedział jak ma zachować się w tym momencie, ponieważ doskonale zdawał sobie sprawę, że jeżeli pani Anna umrze to Amelka będzie zdana sama na siebie. Wolał nie wyobrażać sobie tego. W jego wyobraźni namalował się smutny obraz. Nie miał sumienia dzielić się swoimi spostrzeżeniami ze zmartwioną Amelią.

- Kotku, damy sobie radę. Masz przecież mnie. Niedługo będziemy małżeństwem. Wiem, łatwo nie będzie, ale poradzimy sobie. Ciiiiicho, nie płacz już, ciiiiicho. Jeszcze nic nie jest przesądzone. Już dobrze. Nie płacz – podał jej chusteczkę i znowu mocno przytulił.

W szpitalu spędzili około dwóch godzin. Do domu wrócili wycieńczeni. Gdyby nie to, że tego dnia była Wigilia, zapewne położyliby się spać. Nie mieli ochoty ani na jedzenie, ani na rozmowę, a na kolędowanie to już w ogóle.

Amelka otrzymała od Mariusza śliczną kolię oraz czarną torebkę. Była przeszczęśliwa. Chociaż na chwilę na jej rozpromienionej twarzy pojawił się szczery uśmiech. Chłopak zaś otrzymał tak jak Amelia zaplanowała – narzędzia do majsterkowania. Jak wyznał później, od dawna o takich marzył. Ucieszył jak małe dziecko.

Dalsza część dnia, choć smutno upłynęła wszystkim dość spokojnie. Po rozpakowaniu upominków ciocia Elżbietka włączyła po cichu płytę z kolędami i zaczęli wspominać dawne czasy. Zrobiło się refleksyjnie i wspominkowo. Za każdy razem, gdy tylko ktoś wspomniał panią Anię, zaraz Amelce do oczu napływały łzy i rozklejała się na dobre. Na szczęście Mariusz był blisko, a przy nim dziewczyna odzyskiwała humor i nadzieję na lepsze jutro.

Kiedy już każdy ułożył się do snu Mariusz położył się obok Amelki, pogładził ją po włosach, a ona z troskliwością w głosie i wdzięcznością w oczach powiedziała

- Jesteś najwspanialszym człowiekiem, jakiego tylko mogłam spotkać. Dziękuję, że pojawiłeś się w moim życiu. Bardzo Cię kocham, mój najdroższy.

- Amelko, jesteś moim przeznaczeniem. Musiałem Cię spotkać na swojej drodze – zapewnił.

Oboje byli już bardzo zmęczeni. Przeczuwali, że następne dni wcale nie będą należały do najłatwiejszych. Przytuleni zasnęli prawie równocześnie. Za oknem padał biało-srebrzysty śnieg, a ludzie opatuleni w ciepłe kożuchy snuli się grupkami na Pasterkę.


Tagi:  Okruchy życia, opowiadanie, Agnieszka Maciejewska



Okruchy_życia_thumbnail2

 
Wiola 23/08/2011 05:40

Prawdę mówiąc w tej części liczyłam trochę na rozwiązanie zagmatwanych spraw z poprzednich odcinków. Tymczasem, niestety, jak w życiu pojawia się kolejny, bardzo poważny problem.
Mam nadzieję, że nie zakończy się tragicznie.

kasiaxxx 23/08/2011 12:06

zgadzam się z Wiolą. Ja także liczyłam na rozwiązanie spraw z poprzednich części. Bardzo smutna część.

Marta 27/08/2011 15:39

Wzruszająca historia

Katarzyna Słocińska 31/12/2011 17:19

i ja się zgadzam z Wiolą i kasiaxxx :)

koniecznie musi tego być więcej niz 8cz.


Drogi Użytkowniku Portalu Wloclawskie24.pl! Zanim opublikujesz komentarz POMYŚL, czy jest on rzeczowy w kontekście artykułu, pod którym chcesz go zamieścić! Czy nie obrażasz kogoś lub nie naruszasz dóbr osobowych innych ludzi? Pamiętaj, że nawet w Sieci nie jesteś anonimowy!

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu, za treść których Wloclawskie24.pl nie ponosi odpowiedzialności. Portal zastrzega sobie prawo do usuwania obraźliwych wpisów. Jeżeli którykolwiek z komentarzy łamie prawo lub dobre obyczaje, zawiadom nas o tym.




(max. 70 znaków)


Walczymy ze spamem w komentarzach. Spam generują roboty. Odpowiedź na poniższe pytanie przekonuje nas że nie jesteś robotem, tylko kochanym czytelnikiem Wloclawskie24.pl

Który mamy rok? (cztery cyfry)

 
Tę odpowiedź pozostaw pustą:

 



← Powrót
 
POLECAMY
Fotografia
 
 
NAJNOWSZE W GALERIACH
- dodaj swoje zdjęcia
Straz_1__42__square50Straz_1__41__square50Straz_1__40__square50Straz_1__39__square50Straz_1__38__square50
 
GORĄCE ARTYKUŁY
Koncert w Szkole Muzycznej w Radziejowie (1)
Medal im. prof. Leonarda Lorentowicza... (1)
Bądkowscy gimnazjaliści są już w Finale (1)
I Powiatowe Zawody Wędkarskie dla mie... (4)
ODWIEDZINY ASTROLOGA, czyli zamyśleni... (14)
 
POPULARNE TAGI
 
 
Logo-turniej22
LINKI ZEWNĘTRZNE
Włocławek in Wikipedia (english)
Włocławek w polskiej Wikipedii
Urząd Miejski we Włocławku