Sliding_panel_tab
Reklama
 
← Powrót

Okruchy życia. Część pierwsza

09/02/2011 15:34

Amelia stała przy oknie i zza firanki wyglądała na niewielkie podwórko. Jej blond włosy opadły luźno na ramiona, lekko rumiana twarz była oświetlona paroma promieniami wiosennego słońca. Czarne oczy lśniły od łez.

610_article

Dziewczyna nie dość, że była filigranowa, to jeszcze drżała cała jakby było jej bardzo zimno. Patrząc na nią, miałoby się ochotę wziąć ją w objęcia i utulić z całych sił, by wszystkie jej smutki poszły precz. Stała tak, jakby czekała na kogoś, ale ten ktoś jak na złość nie chciał się pojawić. Z zamyślenia wyrwał ją głos matki, która wtargnęła do pokoju jak burza.

- No i na co Ty tak ciągle się gapisz?! Przecież to nic nie zmieni. Są inne rzeczy do zrobienia, zapewne pożyteczniejsze. Zejdź na dół, zjedz kolację. Ja muszę na jakiś czas wyjść. Rusz się wreszcie i przestań robić z siebie pokrzywdzoną. Nie Ty pierwsza i nie ostatnia. To ja lecę, a Ty weź się w garść, bo Ci życie przeleci, a nawet nie będziesz wiedziała kiedy.

Po tych słowach pośpiesznie wyszła z pokoju, bo była już mocno spóźniona. Amelia przez cały czas milczała. Nie odzywała się do nikogo. Nie miała na to najmniejszej ochoty.

- Kolacja? Ja mam większe problemy niż jakieś durne jedzenie kolacji -powiedziała do siebie tak cicho, że nawet gdyby teraz ktoś był przy niej i tak by nie usłyszał.

Postała jeszcze chwilę wpratrując się w krajobraz za oknem. Pogoda nastrajała pozytywnie. Jak to na wiosnę, wszystko zaczynało budzić się do życia. Słońce leniwie wyglądało zza chmur, lekko łaskocząc buzie ludziom, którzy akurat spacerowali pobliskimi alejkami. Amelia od pewnego czasu nie lubiła patrzeć na szczęśliwych ludzi. Bardzo chciała, żeby chociaż jedna istota, którą mijała na ulicy podzielała jej nastrój, miała tą samą smutną twarz. Niestety, nic nie wskazywało na to, że życzenie spełni się. Nie chciała o tym dłużej myśleć.

Odwróciła się na pięcie, założyła cieplejszą bluzkę i ruszyła w stronę wyjścia. Salon był tak pięknie oświetlony. To pomieszczenie choć duże, było bardzo przytulne. Rodzice kobiety doskonale zadbali o to by panował w nim miły i przytulny klimat. Miękka kanapa i dwa duże fotele zachęcały do relaksu. Od kiedy umarł ojciec, Amelia nie lubiła tu przebywać często. Za dużo czasu przesiadywała tutaj na pogawędkach z ojcem. Na samo wspomnienia o konspiracyjnych rozmowach z tatą, poczuła ucisk w sercu. Wiedziała, że ten czas już nie wróci.

Nagle zrobiło jej się niedobrze. Pobiegła najszybciej jak mogła do łazienki. Ostatnio jej żołądek nie przyjmował jedzenia. Tak stało się i tym razem. Pijąc przegotowaną wodę, zaczęła zastanawiać się, jaka może być przyczyna takiej reakcji organizmu. Wyglądało to na zatrucie.

- Jutro zgłoszę się do lekarza. Może on znajdzie przyczynę – pomyślała i położyła się na łóżko. Chciała trochę przespać się. Jej babcia zawsze mawiała, że na zmartwienia i boleści najlepszy jest sen. Tym razem jednak się pomyliła. Sen nie nadchodził. Natrętne myśli krążyły po głowie jedna za drugą, wracając jak bumerang. Dotyczyły one wspomnień jeszcze świeżych. Za świeżych by o nich tak zwyczajnie zapomnieć.

Wszystko zaczęło się gdy dziewczyna była w przedszkolu. Nie cierpiała tego miejsca, źle się jej kojarzyło. Aż do chwili, gdy do grupy dołączył Paweł. Chłopiec o czarnych, kręconych włosach, ciemnych jak węgielki oczach i czarującym uśmiechu. Miał dopiero pięć lat, ale już potrafił oczarować płeć piękną. Od razu zdobył serce małej Amelki.
Wszystko robili razem. Bawili się, leżeli obok siebie, rysowali. Wytrwali wspólnie tak całą szkołę podstawową. Nierozłączni jak papużki. Wszyscy wiedzieli, że między nimi jest coś więcej. Wróżyli im nawet miłość aż po grób.

Gdy byli w ostatniej klasie, do grupy dołączył Mariusz. Przeciwieństwo Pawła. Dobrze zbudowany, blondyn, niebieskie oczy. W porównianiu z Pawłem był bardziej spokojny, ułożony, skromny, czasem nawet można było odnieść wrażenie, że nawet trochę zakompleksiony. Amelia lubiła go, ale wiedziała, że między nimi nic więcej nie będzie. Nie chciała robić chłopakowi nadziei, dlatego postanowiła, że zagra w otwarte karty i powie mu, że łączy ich tylko przyjaźń.

Mariusz był taktownym mężczyzną i nigdy nie przyszło by mu do głowy, by popsuć to, co było między Amelią a Pawłem. Dziewczyna mu się podobała, bardzo. I trudno się dziwić, gdyż była naprawdę atrakcyjną kobietą. Ucieleśnieniem marzeń niejednego faceta. Lecz strasznie nieosiągalna. Jeśli już sobie coś postanowiła, to nikt nie był w stanie jej przekonać do zmiany zdania. Nawet taty nie słuchała, a przecież jego kochała nad życie.

Minęły trzy lata. Trzeba było wybrać liceum. Paweł i Amelia poszli do tej samej szkoły, zaś Mariusz wybrał inną. Zrobił to wbrew sobie, ale przekonywał się, że nie może postąpić inaczej. Czuł, że kobieta coraz bardziej go pociąga. Dlatego musi się od niej oddalić.

Amelia dobrze widziała o jego uczuciach. Jednak sama siebie oszukiwała. Kochała Pawła i on kochał ją. – Mariusz znajdzie kiedyś kobietę, którą pokocha całym sercem – tłumaczyła sobie każdego dnia.

Tymczasem ona z Pawłem coraz bardziej oddalali się od siebie. On znikał gdzieś na całe dnie, nie odpowiadał na telefony, smsy, zaczepki na GG, Skype. Z początku dziewczyna nie zwracała na to uwagi, ale później zaczęło ją to irytować. Leżąc na łóżku w swoim pokoju rozmyślała, co zrobiła źle, gdzie popełniła błąd. Czy to był początek nieuchronnego końca? Nie chciała znać odpowiedzi na to pytanie. Czemu wcześniej nie zauważyła, że dzieje się coś niepokojącego? Milion pytań na sekundę przelatywało przez jej głowę.

Podczas tej nieobecności Pawła w życiu Amelii, Mariusz starał się pocieszać przyjaciółkę. Był przy niej, gdy widział, że jest źle, doradzał, pocieszał. Jak prawdziwy przyjaciel. Dziewczyna była wzruszona tym zachowaniem, była za nie wdzięczna, ale nie potrafiła i przede wszystkim nie chciała przestać myśleć o Pawle. – Przecież on kiedyś musi się odezwać. Nie będzie chyba milczał tak przez całe wieki do diabła! – krzyknęła kiedyś podczas rozmowy z Mariuszem.

Była pewna swoich słów chociaż w oczach widać było strach. Nie dawała się. Czuła gdzieś w podświadomości, że to co było między nią a Pawłem nie może zostać tak bezmyślnie przekreślone.

Zbliżał się czas wakacji. Mariusz wyjechał do ciotki w góry. Miała tam śliczny domek. Zaproponował nawet Amelii, że jeśli chce, mogą razem tam jechać. Opowiadał o nietypowej atmosferze tej górskiej miejscowości, o klimacie. Ona nie chciała. Wciąż czekała. Przeczuwała, że niebawem wydarzy się coś, co zmieni jej dotychczasowe życie.

Tak też się stało. Chwilę po wyjeździe Mariusza zadzwonił Paweł. Miał dla niej pewną propozycję.

- Witaj kochanie. Co powiesz na cztery tygodnie w Sopocie? Mój kumpel ma domek od razu przy plaży. Powiedział, że chętnie nam go wynajmie na tych kilka tygodni. On wyjeżdża do ojca. Cała chata dla nas! Rozumiesz? Co Ty na to? Tylko nie mów, że się nie zgadzasz.

Serce zabiło jej szybciej. Zapomniała nawet, że tyle czasu milczał, ignorował wszelkie sygnały. Nie chciał utrzymywać kontaktu. Gdy zamknęła oczy i zobaczyła oczyma wyobraźni, jak kroczą razem po plaży, objęci, wpatrzeni w siebie, zrobiło się jej cieplej.

- Hej, Mała, jesteś tam? Co tak zaniemówiłaś? – ponaglał.
Dziewczyna wróciła nagle do rzeczywistości gdy usłyszała głos ukochanego.

- Jasne, że się zgadzam. Jak w ogóle możesz mnie o to pytać – zapytała z lekkim oburzeniem w głosie.

- No to świetnie! Jutro przyjeżdżam po Ciebie o siódmej rano. Aha, muszę Ci też o czymś powiedzieć, ale to jak zajedziemy na miejsce. Do zobaczenia. Ja już się nie mogę doczekać. Mam nadzieję, że Ty też – skończył podekscytowany.

Dziewczyna odłożyła słuchawkę nieco zamyślona. Cztery tygodnie z ukochanym bardzo ją ucieszyły.

- Ciekawe co on chce mi przekazać – myślała pakując się do wyjazdu.

Nadszedł upragniony dzień. Ciepły i słoneczny. Amelka czuła się taka radosna i szczęśliwa jak nigdy przedtem.

- Nareszcie razem! Tak bardzo się za Tobą stęskniłam – wyznała zaraz po wejściu do samochodu.

Chłopak spojrzał nieco zdziwiony jakby pierwszy raz słyszał takie wyznanie. Jednak Amelka nie zwróciła na to szczególnej uwagi. Postanowiła, że będzie cieszyć się chwilą.

Zajechali na miejsce. Domek rzeczywiście był śliczny. Mały, przytulny – w sam raz dla dwojga. Duża łazienka i kuchnia, ładne meble. Młodzi poczuli się przez moment jak u siebie w domu.

Te chwile były takie cudowne i romantyczne. Codziennie chodzili na spacery po molo, wdychając świeże, morskie powietrze. Słuchali szumu fal, dużo rozmawiali. Byli tacy beztroscy i przeszczęśliwi, jak we śnie.

Gdy kiedyś szli tak plażą przytuleni, Amelia spojrzała na swojego partnera i spytała z niepokojem w głosie

- Skarbie, jak ostatnio rozmawialiśmy, mówiłeś, że masz dla mnie jakąś wiadomość. Co to takiego? – spojrzała rozpromieniona na Pawła, który dziwnie zbladł na twarzy

- Wiesz, za jakiś czas będę musiał wyjechać. Dostałem wezwanie do wojska. Na szczęście to tylko dwa lata. Zleci jak z bicza strzelił. Zobaczysz – uspokoił ukochaną.

Amelce wcale nie było do śmiechu. Rozpłakała się jak dziecko. Nie wyobrażała sobie, że zostanie sama. Dwa lata – te słowa brzmiały jak wyrok. Jej ukochany Paweł wydał jej wyrok na samotność. Ten wakacyjny wyjazd miał być terapią dla ich związku. Miał go scalić, sprawić, że staną się bliżsi sobie niż kiedykolwiek. Tymczasem ona, Amelia stoi teraz tutaj jak otępiała, bo w głowie ma tylko jedno zdanie:
- Dostałem wezwanie do wojska.
Powtarzała je w jak mantrę, próbując uspokoić się. Nic to nie dało. Nie czuła się spokojna tylko rozdrażniona, wściekła i piekielnie samotna.

Po powrocie do domu matka znowu wzięła ją w krzyżowy ogień pytań. Dopytywała się jak było, co robili, czy dbała o siebie i czy spali oddzielnie.

- Nie mamo, nie spaliśmy oddzielnie. Mieliśmy jedno łózko. Ale za to od tej chwili każdą noc będę spędzała samotnie. Nie będzie przy moim boku człowieka, którego kocham całym sercem. Cieszysz się? Powiedz, że tak. Widzę to przecież w Twoich oczach – wrzasnęła tak głośno, że aż wszystkie ptaki sfrunęły z parapetu przestraszone.

Matka spojrzała na nią wytrzeszczonymi oczyma. Odsunęła się o kilka kroków, jakby obawiała się, że jedyna córka rzuci się zaraz na nią z pięściami.
Zaś dziewczyna z każdą minutą była coraz bardziej rozzłoszczona. Ale milczała, jak wtedy gdy matka prosiła by wyszła ze swojego pokoju i przestała bezmyślnie gapić się w okno.

- Córka, o co Tobie znowu chodzi? Co ten drań Ci znowu zrobił? – matka spytała najspokojniej jak tylko umiała.

Amelia czuła, że ona nazwie jej chłopaka draniem. Nigdy za nim nie przepadała. Mówiła zawsze, że to dlatego, że kobieta tyle nocy przez niego przepłakała.

- Te tygodnie spędzone z Pawłem w Sopocie były dla mnie rajem. Rajem na ziemi. Już dawno nie czułam się tak cudownie. Tam miałam swój prywatny Eden, a tu? Tutaj będę miała piekło! On idzie do wojska i wróci dopiero za dwa lata. Cholerne dwadzieścia cztery miesiące w oczekiwaniu na niego. Ja tyle nie wytrzymam.

Matka wstała z miejsca i przytuliła córkę mocno do serca. Dziewczyna płakała i szlochała na przemian.

- Nie martw się Amelko. Przetrzymamy to. Pomogę Ci – zapewniła.

Dziewczyna podniosła swoje załzawione czarne oczy. Twarz miała całą mokrą od łez.

- Mamo, on już zdecydował. Wydał mi wyrok na samotność – wtuliła się w ramię starszej kobiety i znowu zaszlochała. Tym razem głośniej.

W pokoju zaczęło się ściemniać. Słońce zaszło. Drzewa straciły swoją dawną zieleń. Wszystko jakoś poszarzało.
Już nic nie będzie jak dawniej. Trzeba nauczyć się żyć od nowa.


Tagi:  opowiadanie, miłość, Agnieszka Maciejewska



610_thumbnail2

 
Marta 09/02/2011 16:21

Super Opowiadanie o trudnej miłości

aneta 09/02/2011 22:37

bardzo ładne opowiadanie mimo przeciwności losu..
przyjemnie się czyta :)

karolina 10/02/2011 13:44

Piękne o trudnej miłości

Krystyna, Kanada 11/02/2011 00:38

Agnieszko, z przyjemnoscia sie czyta i czeka na ciag dalszy.

Łukasz 14/02/2011 16:43

już dawno mnie tak opowieść nie wciągnęła a przeczytałem sporo romansideł;p może napiszesz książkę;D

elabieniewska 14/02/2011 20:23

Pani Agnieszko,czytając felietony w Pani wydaniu miałam nadzieję że któregoś dnia znajdę tu opowiadanie ,albo może jeszcze coś więcej ? Czekam na ciąg dalszy i jeszcze COŚ . pozdrawiam

Justyna 17/02/2011 12:20

To opowiadanie jest warte przeczytania i polecam go innym ,żeby go przeczytali ponieważ też może i wam przytrafić się taka historia jak tej bohaterce

kasiaxxx 26/03/2011 10:12

Aga to jest rewelacyjne opowiadanie. Masz talent. Zaraz zabieram się za kolejne części.
Pozdrawiam Kasia

Rita 31/12/2011 13:34

Z tego,co wiem,nie ma już wezwań do wojska na dwa lata…kiedy to się toczy? Ogólnie historia prosta ale ciekawa.Warsztat troszkę słaby,ale może w kolejnej części będzie lepszy :) pomysł – fajny.dobry motyw na serial


Drogi Użytkowniku Portalu Wloclawskie24.pl! Zanim opublikujesz komentarz POMYŚL, czy jest on rzeczowy w kontekście artykułu, pod którym chcesz go zamieścić! Czy nie obrażasz kogoś lub nie naruszasz dóbr osobowych innych ludzi? Pamiętaj, że nawet w Sieci nie jesteś anonimowy!

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu, za treść których Wloclawskie24.pl nie ponosi odpowiedzialności. Portal zastrzega sobie prawo do usuwania obraźliwych wpisów. Jeżeli którykolwiek z komentarzy łamie prawo lub dobre obyczaje, zawiadom nas o tym.




(max. 70 znaków)


Walczymy ze spamem w komentarzach. Spam generują roboty. Odpowiedź na poniższe pytanie przekonuje nas że nie jesteś robotem, tylko kochanym czytelnikiem Wloclawskie24.pl

Który mamy rok? (cztery cyfry)

 
Tę odpowiedź pozostaw pustą:

 



← Powrót
 
POLECAMY
Fotografia
 
 
NAJNOWSZE W GALERIACH
- dodaj swoje zdjęcia
Straz_1__42__square50Straz_1__41__square50Straz_1__40__square50Straz_1__39__square50Straz_1__38__square50
 
GORĄCE ARTYKUŁY
Koncert w Szkole Muzycznej w Radziejowie (1)
Medal im. prof. Leonarda Lorentowicza... (1)
Bądkowscy gimnazjaliści są już w Finale (1)
I Powiatowe Zawody Wędkarskie dla mie... (4)
ODWIEDZINY ASTROLOGA, czyli zamyśleni... (14)
 
POPULARNE TAGI
 
 
Logo-turniej22
LINKI ZEWNĘTRZNE
Włocławek in Wikipedia (english)
Włocławek w polskiej Wikipedii
Urząd Miejski we Włocławku