Gdy mama się staje Świętym Mikołajem
16/12/2010 17:50Święty Mikołaj – postać, która od zawsze budzi spore kontrowersje. Jedni uparcie w niego wierzą. Oburzają się, gdy słyszą głosy, że ten sympatyczny staruszek w czerwonym płaszczu, długą, siwą brodą i z wielkim worem pełnym prezentów, nie istnieje.
Zwolennicy Mikołaja twierdzą, że jest on ikoną Bożego Narodzenia. Czy rzeczywiście?
Choinka, kolędy, prezenty, karp – nikt nie wyobraża sobie Wigilii i Bożego Narodzenia bez tego wszystkiego. Nie może także zabraknąć, według niektórych, najważniejszego symbolu białych świąt. Oczywiście mowa o Świętym Mikołaju. Gruby, starszy pan, z uśmiechniętą twarzą purpurową od mrozu, z długą siwą brodą, w czerwonym płaszczu i wielkim worem pełnym przeróżnych prezentów od najmłodszych lat budzi miłe skojarzenia. Historia o nim przekazywana z pokolenia na pokolenie jest niezwykle barwna, brzmi bardzo przekonywująco i prawdopodobnie, aż z grzechem byłoby dopatrywać się w niej czegoś nieprawdziwego. Każdy z nas chłonie tę opowieść przez długi okres dzieciństwa niczym wiosenne powietrze.
Historia o Świętym Mikołaju brzmi dość banalnie. Rzeczywiście przypomina baśń, którą czytały nam matki albo babki. Otóż w dalekiej Laponii, w krainie wiecznych mrozów, mieszka miły starszy pan. Przez cały rok otrzymuje on listy od dzieci. Piszą one co chciałyby dostać 24 grudnia pod choinkę. Ponieważ listów jest wiele, Mikołaj ma swoich pomocników przez ludzi zwanych skrzatami. Ci, dokładnie czytają i analizują każdą prośbę malucha z różnych stron świata. Pracują do utraty tchu. Nie chcą nikogo pominąć. Jeśli jednak okaże się, że dziecko było w ciągu roku niesforne i rozrabiało – mają inny plan. Obdarowują takiego małego łobuziaka mniejszym podarunkiem, tym samym dając czas na poprawę.
Kiedy już wszystkie życzenia zostają spełnione, Mikołaj i jego pomocnicy w pocie czoła pakują niespodzianki w kolorowe pudełka, kładą w sanie, które fruną przez cały świat.
Niestety, Mikołaj ma na to wyłącznie jedną noc, a oczekujących dzieci całe mnóstwo. Ale poradzi sobie. Przecież nie jest sam. Są z nim skrzaty, które chętnie pomagają dobrodziejowi, który jest już bardzo zmęczony i słaby.
Także ubierają czerwony płaszcz, czerwoną czapkę z białym pomponem, a w dłoniach trzymają ogromny wór.
Ale chwila…Jak rozwieźć wszystkie paczki tak, by nikt z najmłodszych nie dowiedział się w jaki sposób sinobrody gość obdarowuje swoich milusińskich upragnionymi podarkami? Najlepiej gdy dzieci już śpią, wśliznąć się cichaczem przez wielki komin i zostawić pod zielonym drzewkiem paczki.
Ciekawa historia. Kiedyś wszyscy w nią wierzyliśmy. Do czasu, gdy nie zostaliśmy sprowadzeni na ziemię i nie okazało się, że starzec z Laponii wcale nie istnieje.
Poznanie prawdy bywa bolesne. Zwłaszcza dla najmłodszych, którzy nie wyobrażają sobie Gwiazdki bez odwiedzin Mikołaja. Kiedy dzieci poznają prawdę powoli zaczynają mieć świadomość, że coś w ich życiu się skończyło. To tak, jakby przechodziły przyspieszony kurs z dorastania. Pytanie, dobrze to czy źle? Odpowiedź okazuje się bardziej skomplikowana. Wszystko zależy od indywidualnego podejścia.
W końcu kiedyś i tak poznalibyśmy prawdę, że czarujący staruszek poruszający się reniferami, które w tempie rakiety snują po niebie to wymysł naszych rodziców.
Do dzisiaj pamiętam jak dowiedziałam się, kto tak naprawdę podkłada prezenty pod moją choinkę. Pewnej Wigilii bardzo długo czekałam na przyjście Mikołaja. Pierwsza gwiazdka dawno pojawiła się na niebie, wieczerza wigilijna skonsumowana, a zbłąkanego wędrowca wciąż nie było widać. Straciłam nadzieję, że odwiedzi mój dom i podaruje to, o co żarliwie prosiłam cały rok.
Atmosfera przy stole zrobiła się lekko niespokojna. Rodzinka nerwowo kręciła się po pokoju, podejrzanie patrząc na siebie. W pierwszym momecie wydawało mi się, że nikogo nie brakuje. Szybko jednak dostrzegłam, że gdzieś w tym całym zamieszaniu zagubiła się moja mama. Gdzie ona się podziała – pomyślałam przez chwilę.
Szybko z rozmyślań wyrwało mnie pukanie do drzwi. Ktoż to może być – wyrwało się siostrze. Z nieukrywaną radością pobiegła otworzyć drzwi i nagle usłyszałam znajome: “Hoho! Czy są tu grzeczne dzieci?” Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Oto przede mną stał on – Święty Mikołaj. Tylko… taki jakiś swojski, jakbym już gdzieś go widziała. No nic, nie marnowałam czasu na zastanawianie się nad tym. Pospiesznie wyjął upominki i po kolei zajął się ich rozdawaniem. Cały czas był pod moją baczną obserwacją, bo ciągle coś nie dawało mi spokoju.
W pewnym momencie biedaka dopadł przeraźliwy atak kaszlu. Wtedy właściwie sytuacja stała się dla mnie jasna. Ponieważ lubię klarowne i do końca wyjaśnione sytuacje, postanowiłam podzielić się z gościem refleksją, która podczas nieszczęsnego ataku przyszła mi do małej głowki: – “Mikołaju, Ty kaszlesz tak samo jak moja mama!” I szczęśliwa ze swego stwierdzenia czekałam na dalszy rozwój wydarzeń. Domownicy zamarli z wrażenia skąd u czteroletniej dziewczynki taki pomysł. Mikołaj nie czekając zbyt długo przerwał niewygodne milczenie: "No to pora na mnie. Na górze czekają jeszcze inne dzieci. I poszedł zostawiając mnie bez wątpliwości. To moja mama podkłada te kolorowe prezenty. Wówczas wszystko zaczęło układać mi się w jedną, logiczną układankę. Nieobecność mamy podczas tej wizyty, szlafrok, który znałam niemalże na pamięć, bo wisiał w naszej łazience, a także maskę, którą mama założyła na twarz bym jej nie rozpoznała. Pech niestety chciał, że owa maska wisiała w moim pokoiku i patrzyłam na nią codziennie. Zdążyłam więc dobrze ją zapamiętać. Dzięki temu nie miałam już żadnych złudzeń. Od tamtej pory nie dałam się nabrać ani razu, nawet będąc jeszcze małą Agusią. Zaś kiedy słyszę historie o Świętym Mikołaju mieszkającym w dalekiej Laponii ciągle pokrytej śniegiem, o pomocnych skrzatach – uśmiecham się z politowaniem. Wcale nie czuję się z tego powodu gorzej. Nie mogę zarzucić moim rodzicom, że pozbawili mnie szczęśliwego dziecińswa. Wprost przeciwnie. Nie mam się czego wstydzić. Z tą różnicą, że ja do szczęścia wcale nie potrzebowałam bajki o Mikołaju roznoszącym prezenty grzecznym dzieciom
Tagi: dzieciństwo, dzieci, Boże Narodzenie, bajka, Święty Mikołaj
Bardzo sympatyczny, ciepły tekst:) mam podobne doświadczenia:)tyle, że moim Mikołajem był tata. Mój Mikołaj miał takie same laczki jak tata i tak samo pachniał:) No i tez był w szlafroku:)
Bardzo ciekawy artykuł i fajnie zredagowany :)
Trzeba o tym pisać -dobry artykuł, ciekawy, treściwy.
Święty Mikołaj – niby go tak napawdę nie ma, jednak coś w nas jest i w tym całym mikołajowym zamieszaniu, że jakoś, choć wiemy, że w rzeczywistości jest nim jakaś kochająca, lub życzliwa nam osoba, podrzucająca prezent, to podświadomie, czy jakoś tak ogólnie wierzymy, że to faktycznie Święty rozdaje prezenty. No i czasem może lepiej nie wiedzieć kto jest nadawcą podarku.
Super tekst! Bardzo ciekawy jak i kontrowersyjny!
Świetny artykuł. Strasznie się uśmiałam czytając tekst. Wróciły wspomienia również z innych podobnych wydarzeń.
Drogi Użytkowniku Portalu Wloclawskie24.pl! Zanim opublikujesz komentarz POMYŚL, czy jest on rzeczowy w kontekście
artykułu, pod którym chcesz go zamieścić! Czy nie obrażasz kogoś lub nie
naruszasz dóbr osobowych innych ludzi? Pamiętaj, że nawet w Sieci nie
jesteś anonimowy!
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu, za
treść których Wloclawskie24.pl nie ponosi odpowiedzialności. Portal zastrzega
sobie prawo do usuwania obraźliwych wpisów.
Jeżeli którykolwiek z komentarzy łamie prawo lub dobre obyczaje,
zawiadom nas o tym.
← Powrót
Sukces gospodyń z Dobrego!!! (2)
„Książka za książkę” - wymiana książek (1)
STATYSTA, czyli osoba grająca…- repor... (12)
KONKURS RECYTATORSKI POEZJI KAROLA WO... (3)









