Po drugiej stronie lustra
06/01/2010 18:38W zasadzie znamy się od zawsze. Spędziłyśmy ze sobą każdą wolną chwilę i tak jest do tej pory. Jednak dzisiaj dostrzegam, że ja i Ona, to dwie rózne osoby.
Pamiętam Ją jako małą dziewczynkę. Drobniutka blondyneczka o lekko kręconych włosach, ciągle uśmiechnięta, wszędzie było Jej pełno. Niezwykle spontaniczna, wesoła z głową pełną pomysłów. Jej sposób bycia nie wskazywał na to, że ma jakiekolwiek kłopoty. Niestety, miała. Jej problem stanowiła niepełnosprawność, a konkretnie całkowicie sparaliżowane nogi.
Intelektualnie rozwijała się szybko i poprawnie. Mówić nauczyła się bardzo wcześnie. Trzebiotała non stop. A na swój roczek zaśpiewała sobie “Sto lat”, co było dla wszystkich absolutnym zaskoczeniem i jednocześnie ogromną niespodzianką. Muzyka towarzyszyła Jej od zawsze, bo – jak mówiła – bez niej nie potrafiłaby żyć i normalnie funkcjonować. To muzyka pozwoliła Jej zapomnieć o chorobie, przenosiła w inny, lepszy świat. Zasypiała słuchając przeróżnych nagrań, podśpiewywała z artystami. Niekiedy udawała, że sama jest piosenkarką.
Jej dzieciństwo należało do udanych. Nie mogła narzekać na brak czegokolwiek. Miała przecież kochających rodziców, siostry, koleżanki z bloku, które zabierały ją na spacery, odwiedzały w domu. nie czuła się odtrącona.
Z chwilą, gdy poszła do pierwszej klasy szkoły podstawowej, wszystko się zmieniło. Poczuła się samotna w tłumie. Co dzień pytała:
- Mamo, tato, Wy nie umrzecie,prawda?Jakby bała się samotności, która za chwilę Ją otoczy. Rodzice zawsze mówili Jej prawdę:
- Córeczko, każdy z nas przecież kiedyś umrze. Ale my, póki co, czujemy się dobrze i jesteśmy z Tobą.
Wierzyła w ich zapewnienia. Podświadomie jednak czuła niepokój.
W szkole uczyła się dobrze. Była bardzo pracowita, stąd też nauka szła Jej nieźle. Mimo to, ciągle dawała z siebie więcej i więcej.
Nie chciała odstawać poziomem od reszty rówieśników. Miała poczucie, że powinna być jedną z lepszych. Zawsze jak coś robiła, wykonywała to najlepiej jak umiała, nigdy na pół gwizdka. Tak jest po dzień dzisiejszy.
Kiedy poszła do gimnazjum zaczęły się problemy w nauce. W klasie same prymusy, nauczyciele pędzili z materiałem. Ona, z racji swojego kalectwa, musiała pracować nieco wolniej. Z tego powodu koledzy i koleżanki odsunęli Ją na bok. Nie pasowała do nich. Nawet nauczyciele zachowywali się inaczej. Choć wokół niej byli ludzie, Ona wciąż miała wrażenie, że jest " tej gorszej kategorii". Skończyły się wizyty kumpelek z bloku, bo zmieniły miejsce zamieszkania. A rówieśnice? Najczęściej przychodziły na chwilę w celu pożyczenia zeszytu lub książki. Wolały towarzystwo chłopców, z którymi łatwo można iść na dyskotekę czy do pubu.
Zamiast uśmiechu często w jej oczach widziałam łzy. Zwierzała mi się, że wieczorami, jak nikt nie słyszy, często popłakuje w poduszkę.
Wkrótce potem pojawiły się problemy z odkryciem własnej tożsamości. Pytała w myślach “Kim tak naprawdę jestem?”. Odpowiedź długo nie chciała przyjść. Dzięwczęta w Jej wieku miały już chłopców, ona nikogo nie miała. Dniami i nocami wmawiała sobie, że jest gorsza, choć wszyscy zapewniali, że to nieprawda. Miała liczne kompleksy, nie potrafiła zaakceptować swojego wyglądu i tego jaka jest. Niecierpiała patrzeć w lustro, bo za każdym razem widziałam w nim kogoś niedoskonałego. Twarz nie ta, buzia pokryta drobnymi krostkami, uśmiech nie taki jak potrzeba.
Gdy zmieniła środowisko i poszła do liceum dostrzegła, że to, co wcześniej o sobie myślała to tylko chore wyobrażenia dojrzewającej dziewczyny. Tutaj poczuła się znacznie lepiej. Miała świadomość, że do pełnej akceptacji siebie jeszcze daleka droga, ale głęboko wierzyła, że będzie mogła wstać z łóżka i powiedzieć:
- Akceptuję siebie taką, jaka jestem. Ze wszystkimi wadami i zaletami.Z pewnością duży wpływ na zmianę toku myślenia miało otoczenie, w którym przebywała. Ludzie myśleli poważniej, potrafili tak jak Ona rozmawiać na każdy temat. Dla nich nie było dziwne, że ktoś jeździ na wózku czy chodzi o kuli. W każdym razie, nie był to powód do odepchnięcia człowieka na boczny tor.
Profesorowie też wszystkich traktowali jednakowo. Nikogo nie wyróżniali. Nie miała więc prawa czuć się jak odmieniec.
Stopniowo na jej twarzy znów zagościł uśmiech, tak promienny jak wtedy, gdy była mała. Nauczyła się żartować, robić niegroźne kawały innym. Nie miała z tego powodu wyrzutów sumienia. Zachowywała się jak wszyscy w jej wieku.
Kiedy zapytałam, czy jeszcze zdarza Jej się płakać po nocach, stwierdziła, że czasem. Ale zapewniała, że robi to tylko wtedy, gdy jest Jej naprawdę smutno i ciężko.
W klasie licealnej otowrzyła się na ludzi. Chodziła na szkolne dyskoteki, uczestniczyła w wypadach klasowych do kina czy teatru, brała udział w konkursach organizowanych przez szkołę. W drugiej klasie odważyła się pójść na połowinki. Ubawiła się świetnie.
Maturę zdała dobrze. Planowała, że zrobi po niej rok odpoczynku, by nabrać sił do dalszej edukacji. Nie czekała. Złożyła papiery na studia i dostała się na swój wymarzony kierunek.
Te trzy lata, jak sama przyznaje, były dla niej niesamowitą szkołą życia. Spotkała wielu ciekawych ludzi, zarówno wśród studentów jak i wykładowców. Nabyła ważnej umiejętności, jaką jest walka o swoje i upór w dążeniu do celu. Zobaczyła, że życie dorosłych wcale nie należy do najłatwiejszych.
Czy nadal towarzyszyło jej poczucie samotności?
Przyznała się, że powróciło to uczucie do Niej, na szczęście tylko na rok. Chciała wtedy przerwać studia. Nie mogła znieść tego, że dorośli też potrafią być złośliwi i zawistni. Na szczęście mogła liczyć na pomoc bliskich, którzy odwiedli Ją od pomysłu przerwania studiów.
Wtedy Ona przetłumaczyła sobie, że nie wszyscy muszą Ją lubić.
Trudno. Takie jest życie. Mamy wrogów i przyjaciół.
Choć w niektórych sytuacjach spotykała się z przykrymi komentarzami otoczenia, nie poddawała się więcej. Miała w sobie siłę, która popychała ją do przodu.
Okres studiów, to czas, kiedy mogła otwarcie spojrzeć sobie w oczy i powiedzieć: JESTEM SOBĄ! ODNALAZŁAM SIEBIE! Znała swoje dobre i złe strony. I co istotne, potrafiła o nich mówić.
Teraz jest silną kobietą. Wie, że najważniejsze w życiu to zaakceptować swoją osobę. Jeśli nie polubimy siebie, to nie powinniśmy wymagać tego od innych. Bez względu na to kim się jest każdy zasługuje na miłość i szczęście, a to ostatnie bywa bardzo blisko nas.
Dziś już potrafi i chce spoglądać na siebie w lustrze. Dziewczynę, którą w nim widzi taktuje z sympatią i szacunkiem. Nie do Niej o nic żalu ani pretensji. Jeśli nawet dostrzega w Niej jakieś niedociągnięcia, nie przejmuje się tym. Traktuje je z przymrużeniem oka. Tłumaczy, że nikt nie jest idealny i Ona też nie musi taka być.
Ona nie zapomniała o tamtej dziewczynie sprzed lat. Niekiedy przywołuje Ją we wspomnieniach, ale zaraz wraca do teraźniejszości, by nie stać się Tą z przeszłości.
Z powodzeniem może powiedzieć, że Ona i Tamta dziewczyna to dwie różne osoby. Tak jakby dwa odrębne bieguny. Ona wcale nie pragnie być dawną dziewczyną. Chce rozpocząć nowe życie, pełne optymizmu, nadziei na lepsze jutro i wiary w siebie. Marzy o tym by zobaczyć w przyszłości wyraźny obraz siebie, by z jeszcze większą dumą powiedzieć: TAK, TO JA!
Tagi: choroba, rówieśnicy, akceptacja, lustro
bardzo ciekawy pełen wniosków i obserwacji rys , brawo
Ten artykuł mi się podobało,tak samo jesteśmy zwykłymi ludzmi jak inni
Ten artykuł bardzo mnie wciągną,ale także uwarzam że jest bardzo wzruszający,ale bardzo mi się podoba jest ciekawy
NO… TO COŚ O MNIE (CO PRAWDA DO PEWNEGO MOMENTU SIĘ ZGADZA ALE ZAWSZE COŚ)… SUPER ARTYKUŁ
No KOCHANA, dawno nie miałam takich emocji jak podczas czytania tego artykułu. Nie wiem jak będę teraz pracować z rozmazanymi oczami. Pięknie opisałaś etapy swojego życia krok po kroku. Jednak to co najważniejsze to finał. Cieszę się bardzo, że jest optymistyczny i przedstawia mądrą, dojrzałą kobietę, a nie Agniesie, Agunie ( chociaż tą też kochałam). Wierze, że im więcej optymizmu będzie w Tobie samej, to zjawi się ta druga “połówka”, która wypełni Ci samotność. Samotność – właśnie w tego słowa znaczeniu – obydwie wiemy o jaką samotność chodzi. Powodzenia!
Agnieszko, zdecydowanie najlepszy Twój artykuł. Dojrzały z pełen wniosków dotyczącej własnej egzystencji. Moim skromnym zdaniem jednak jeszcze bardziej trafiłabyś do ludzkich sers, gdybyś kierowała słowa bezpośrednio od siebie do innych – bez pośrednika jakim jest lustro. Jednak artykuł jest na wysokim poziomie i tak trzymaj. Pozdrawiam ciepło.
Artykuł pisany sercem trafia do serc.
Nasuwa się refleksja , iż sercem i rozumem można odnieść większe zwycięstwo niż siłą.
Kochamy Cie !!!
Drogi Użytkowniku Portalu Wloclawskie24.pl! Zanim opublikujesz komentarz POMYŚL, czy jest on rzeczowy w kontekście
artykułu, pod którym chcesz go zamieścić! Czy nie obrażasz kogoś lub nie
naruszasz dóbr osobowych innych ludzi? Pamiętaj, że nawet w Sieci nie
jesteś anonimowy!
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu, za
treść których Wloclawskie24.pl nie ponosi odpowiedzialności. Portal zastrzega
sobie prawo do usuwania obraźliwych wpisów.
Jeżeli którykolwiek z komentarzy łamie prawo lub dobre obyczaje,
zawiadom nas o tym.
← Powrót
Sukces gospodyń z Dobrego!!! (2)
„Książka za książkę” - wymiana książek (1)
STATYSTA, czyli osoba grająca…- repor... (12)
KONKURS RECYTATORSKI POEZJI KAROLA WO... (3)









