Sliding_panel_tab
Reklama
Strona głównaWiadomości
 
← Powrót

Moja edukacja kulinarna - opowiadanie Katarzyny Słocińskiej

12/11/2011 16:14

Z opowieści Icka, szkolnego kolegi rudowłosej Martynki cz.I.

Opowiadanka_article

Moja przygoda z kuchnią rozpoczęła się jeszcze kiedy byłem kilkuletnim chłopcem. Każde święta oraz imprezy okolicznościowe zwykliśmy spędzać z obiema babciami i każda z nich, za każdym razem prezentowała jakieś nowe, czasem dość wymyślne danie. Nie raz zdarzało się, iż babcie pamiętały jakiś przepis tylko częściowo. Wówczas obie, jak największe przyjaciółki i ekspertki siadały w kuchni i nie dopuszczając nikogo poza mną do siebie, dywagowały na temat zapamiętanej części przepisu. Głośno, wówczas dla mnie w niezrozumiały sposób komentowały i oceniały co im wyjdzie, jeśli tego dodadzą tyle a tamtego tyle. I czy w ogóle coś wówczas wyjdzie. W chwili, kiedy babcie wymyśliły zapomnianą część przepisu, zabierały się za kompletowanie niezbędnych składników i jeśli nikt im nie przeszkadzał, zaczynały eksperymentować. Początkowo nie chciały bym był przy tym obecny, ale moje spojrzenie kota ze Shreka, działało na nie wspaniale. Babcie ważyły, mierzyły, odlewały i dosypywały a ja wpatrywałem się w ich poczynania. Po jakimś czasie zaczęło mi się podobać takie przesypywanie, ucieranie i zalewanie.

Biorąc przez kilka lat czynny udział w przygotowaniach dań na świąteczny stół, szybko pojąłem co i do czego pasuje, jak dane potrawy można dekorować i zanim jeszcze pozwolono mi zajmować się tym, co związane z gorącym garnkiem tudzież piecem, polubiłem dekorowanie. Jeśli coś wyszło z kuchni na pokoje z przejaskrawioną dekoracją – wszyscy wiedzieli, iż miałem w to swój skromny wkład.

Kiedyś babcia od strony mamy położyła przede mną kilka starych zeszytów i powiedziała, że będą moje, jeśli obiecam, że w przyszłości zostanę najlepszym kucharzem na świecie. nie wziąłem wówczas jej słów na poważnie, ale na zawsze utkwiły mi w pamięci. Nie pamiętam zbyt dokładnie, co jej wtedy odpowiedziałem, ale zacząłem się przyglądać gotowaniu i smażeniu z jeszcze większą uwagą. To wówczas nauczyłem się czym jest smażenie a czym pieczenie mięs. Otóż dania mięsne, przy tworzeniu których używamy tłuszczu (z wyjątkiem dań przygotowywanych na patelniach teflonowych, do których nie potrzebujemy tłuszczu) są mniej zdrowe i raczej nie powinny jadać ich osoby chore na otyłość, mające kłopoty z trawieniem bądź te, które pragną odżywiać się zdrowo. Natomiast dania pieczone to te, które kruszeją pod wpływem rozgrzanego powietrza w piekarniku. Pieczemy zwykle w temperaturze 180-250 stopni Celsjusza. Zaleca się piec na folii albuminowej albo na pergaminie. Dania takie są zdrowsze i moim i babć zdaniem o wiele smaczniejsze. Dzięki babciom poznałem także takie pojęcia, jak blanszowanie czy flambirowanie. Pierwsze z pojęć jest niczym innym, jak wpajanym nam do głów w przedszkolach, sposobem na oczyszczenie owoców i warzyw przez włożenie na chwilę do wrzątku. Natomiast flambirowanie oznacza raczej sposób w jaki dana potrawa, raczej mięsna zostanie podana. Mianowicie babcie zaprezentowały mi to na przykładzie duszonej kaczki, którą dość obficie skropiły alkoholem a następnie podpaliły.

Na chwilę obecną choć lubię gotować, piec – również ciasta – dusić i zdobić, nie mam zbyt wiele czasu na przygotowywanie potraw. Życie studenta zobowiązuje przecież do spożywania dań, jak najmniej czasochłonnych i nie mam tu wbrew pozorom na myśli dań w proszku, ani zupek w trzy minuty. Jeśli jednak jestem w domu i zbliża się jakaś rodzinna, ale nie tylko, także w gronie znajomych, impreza, najszybciej można znaleźć mnie w kuchni. To taki mój mały azyl, gdzie od czasu do czasu wypełniam polecenia babć o tym, by zostać najlepszym kucharzem świata. Mój świat jest nieco mniejszy, niż ten, o którym one myślały, bo ogranicza się do rodziny i przyjaciół, ale istnieje. Zaczyna się w okolicy stołu a kończy gdzieś pod oknem, przy piecyku gazowym.

Wracając do okresu świątecznego… Oczywiście dopuszczam możliwość pomocy ze strony reszty domowników. Nie przygotowuję niczego sam. Zwykle robię tylko kilka dań, które są moim pomysłem na dane święta. Babcie pozostawiły mi (pewnie dlatego, że tylko ja lubiłem spędzać z nimi czas wolny w kuchni) ogromną ilość przepisów, toteż mogę na każdą okazję zrobić coś nowego i nie powtarzać się zbyt często. Niestety nie jest tak, że wszystko mi się udaje za pierwszym razem. Bywa, że coś nie smakuje tak, jakbym się tego spodziewał po opisie… Szkoda. Być może winą tego jest moja niedoskonałość w pewnych rzeczach a być może jakaś niedokładność w zapisaniu danego przepisu przez dawne właścicielki zeszytów. Nigdy nie korzystam z książek kucharskich, które tak licznie są dostępne na rynku. Nie oglądam też programów kulinarnych. Mam swoje przepisy i to z nich korzystam.

Jak wyglądała moja nauka gotowania? Postanowiłem, że będę babciom tak długo towarzyszył w pichceniu, aż może zaproponują mi zrobienie czegoś więcej poza udekorowaniem dania. Ów moment nastąpił kiedy poszedłem do szkoły. Nie rozmyślałem nigdy czy jest to okres późny czy może wczesny. Pamiętam, że byłem bardzo rozemocjonowany, gdy babcia postawiła przede mną niezbędne produkty, miarki, wagę i naczynia i powiedziała coś w rodzaju: do dzieła. Mogłem zrobić ciasto. Moje pierwsze w życiu, własne ciasto! Umiałem czytać od przedszkola, więc na spokojnie przyjrzałem się zaznaczonemu przepisowi i powoli zacząłem wsypywać i zsypywać z sobą poszczególne składniki. Babcie oczywiście nie pozostawiły mnie samemu sobie. Pomagały. Czułem się, jak na jakimś egzaminie.

Kiedy babcia wyjęła z piecyka moje pierwsze ciasto, podarowałem je mamie. Takie gorące, jeszcze nie udekorowane. Byłem dumny bardziej z tego, że urosło, niż z tego, że mogłem dać je w nieco innej formie.

Towarzysząc babciom i także mamie w kuchni, dowiedziałem się do czego, do jakiej potrawy używa się różnego rodzaju łyżek, chochelek czy widelczyków. Dzięki chwilom, które przeradzały się w godziny spędzone w kuchni wiem także jakie soki, napoje i alkohole w jakich naczynkach, szklankach, kieliszkach powinno się podawać, jakie dania na jakich deskach bądź talerzach, półmiskach. Niebywale przydatne nawet w sytuacji, kiedy śniadanie składa się z kilku kajzerek i jajecznicy. Nauczyłem się także parzyć herbatę – powinniśmy wybrać możliwie grube gałązki i liście herbaty. Wodę zagrzać do ok. 90 stopni Celsjusza i taką wodą na jakiś, kilkunastosekundowy czas zalać herbatę. Po czym powinniśmy wodę odcedzić i wylać. Nasiąknięty susz zalewamy raz jeszcze – tym razem wrzątkiem i… gotowe. Ten przepis poznałem akurat dzięki dziadkowi, który nauczył mnie także wydobywać smak kawy sypanej. Otóż zalewamy mieloną kawę stopniowo, tzn. lejemy wodę i przestajemy, znów lejemy i znów przestajemy. Po trzecim dolaniu wody do kubka, kawa wydaje z siebie przepiękny zapach. Porady dziadka przydają się zwłaszcza na studiach, kiedy podczas nauki, kawa – czarna, bez mleka, śmietany i cukru, staje się największym kompanem studenta.

Ciekawym, na studencką kieszeń przepisem są kotleciki z mięsa mielonego z pomidorkami. W zasadzie wykonać je można z każdego rodzaju mięsa mielonego. Jeśli lubimy, możemy przygotować je z mięsa wieprzowo-drobiowego. Mieszkam w pięć osób, więc aby wszyscy byli syci przygotowuję je z 80 dag mięsa, trzech białych cebul, jednego ząbka czosnku (jeśli ktoś przepada za czosnkiem może dać więcej, albo użyć czosnku sproszkowanego). Do tego potrzebujemy jednego jajka, do dziesięciu łyżek stołowych jogurtu, łyżkę (według przepisu, ale ile sypniemy, tyle sypniemy) przyprawy do gyrosa, 50 dag pomidorów, 15 dag sera feta, tyle samo chudej śmietany, olej i sól, pieprz do smaku.

Przygotowanie kotlecików nie zajmuje zbyt wiele czasu. Wyśmienicie smakują z ziemniaczkami, które gotujemy, jak kto woli: obrane lub w mundurkach w osolonej wodzie. Jeśli o same kotlety chodzi, posiekaną, jedną cebulę i czosnek zagniatamy z mięsem i jogurtem. Oczywiście przyprawiamy ogółem naszych przypraw, także tej do gyrosa. Kotletów z tej ilości mięsa powinno wyjść około 8-10 kulistych pulpecików. Jeśli mamy obawy, że przypalimy je, możemy je nieco przypłaszczyć. Pomidorki poddaję flambirowaniu i kroję w plastry. Dwie, już ostatnie cebulki także. Ser można skruszyć, albo pokroić w kostkę i zmieszać ze śmietaną. Babcia starała się używać śmietany domowej roboty (podobnie zresztą z pomidorkami, cebulką czy czosnkiem, które pochodziły z naszej działki. Ser feta jest zaś dodatkiem, który ulepszył jej dawny, z lat młodości przepis). Co dalej z pulpetami? Otóż każdy z nich owijamy w folię i na niej dopiero kładziemy pomidorki i cebulkę. Doprawiamy, kładziemy na każdym klopsiku po ok. łyżce śmietany z fetą, które rozpłyną się po całości. Tak przygotowaną całość studenci kładą latem na grillu a zimą na patelni – w tym drugim wypadku, musimy wykazać się większą ostrożnością, aby nasz obiad nie przypalił się podczas, kiedy my będziemy zajmować się np. nauką. Pieczenie powinno zająć nam do kwadransa. Oczywiście co jakiś czas należy je odwracać.

Przygoda z kulinariami, zdobieniem i dekorowaniem wciąż trwa i fascynuje. Wiele przepisów z babcinych zeszytów zyskało swoje drugie ja – mianowicie niektóre zostały przeze mnie tak zmodyfikowane, by skorzystać z nich było można także w mieszkaniu studenckim czy w akademiku. Babcia ze strony mamy dość często wymieniała się swoimi przepisami z koleżankami. Z moich kolegów raczej niewielu gotuje a przypalać wody do dziś nie potrafię.


Tagi:  Katarzyna Słocińska, kulinaria, student, opowiadanie



Opowiadanka_thumbnail2

 

Drogi Użytkowniku Portalu Wloclawskie24.pl! Zanim opublikujesz komentarz POMYŚL, czy jest on rzeczowy w kontekście artykułu, pod którym chcesz go zamieścić! Czy nie obrażasz kogoś lub nie naruszasz dóbr osobowych innych ludzi? Pamiętaj, że nawet w Sieci nie jesteś anonimowy!

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu, za treść których Wloclawskie24.pl nie ponosi odpowiedzialności. Portal zastrzega sobie prawo do usuwania obraźliwych wpisów. Jeżeli którykolwiek z komentarzy łamie prawo lub dobre obyczaje, zawiadom nas o tym.




(max. 70 znaków)


Walczymy ze spamem w komentarzach. Spam generują roboty. Odpowiedź na poniższe pytanie przekonuje nas że nie jesteś robotem, tylko kochanym czytelnikiem Wloclawskie24.pl

Który mamy rok? (cztery cyfry)

 
Tę odpowiedź pozostaw pustą:

 



← Powrót
 
POLECAMY
Fotografia
 
 
NAJNOWSZE W GALERIACH
- dodaj swoje zdjęcia
Mokrzycki__31_z_31__square50Mokrzycki__30_z_31__square50Mokrzycki__29_z_31__square50Mokrzycki__28_z_31__square50Mokrzycki__27_z_31__square50
 
GORĄCE ARTYKUŁY
Na Kujawską nutę (1)
Sukces gospodyń z Dobrego!!! (2)
„Książka za książkę” - wymiana książek (1)
STATYSTA, czyli osoba grająca…- repor... (12)
KONKURS RECYTATORSKI POEZJI KAROLA WO... (3)
 
POPULARNE TAGI
 
 
Logo-turniej22
LINKI ZEWNĘTRZNE
Włocławek in Wikipedia (english)
Włocławek w polskiej Wikipedii
Urząd Miejski we Włocławku